PL EN DE

Sponsorujemy

Rajd Dakar 2012 zakończony – wielki sukces Adama Małysza [2012-01-15]

Załogi Adam Małysz z Rafałem Martonem z RMF Caroline Team oraz Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk z R-Six Team przejechały ostatnie kilometry rajdu Dakar i wczesnym popołudniem polskiego czasu przejechały linię mety w peruwiańskiej Limie. Adam Małysz zakończył swój pierwszy start w Dakarze na 38 pozycji, kończąc rywalizację po względnie niewielu przygodach na trasie. Robert Szustkowski doprowadził żółtego Unimoga na 29 miejscu w klasyfikacji generalnej.

To był naprawdę wymagający i ciężki rajd. Koledzy opowiadając mi o zmaganiach z poprzednimi rajdami nie przesadzili nawet odrobinę, przestrzegając mnie przez trudami Dakaru. Całe szczęście miałem w ciągu poprzedniego roku bardzo dobrego nauczyciela i pilota, który teraz siedział obok mnie. Dzięki wsparciu zespołu dałem radę i mogę się teraz cieszyć z ukończenia rajdu. – powiedział Adam Małysz po przejechaniu mety ostatniego odcinka specjalnego. – Bardzo ważne było, że w kluczowych momentach Rafał był w stanie mnie uspokoić, czasami trochę ograniczyć moje zapędy sportowe i co najważniejsze pokierować skutecznie w stronę mety. W tej konfiguracji bardzo chętnie pojadę, za rok, na kolejny Dakar – dodał Adam.

Wierzyłem, że uda nam się ukończyć rajd. To pomaga. Widziałem to co się działo w ciągu tego roku, widziałem jakie Adam robi postępy, jakim jest człowiekiem i bardzo wierzyłem w to, że uda nam się dojechać. Gdyby nie ta przykra historia, kiedy straciliśmy sprzęgło, bylibyśmy jeszcze dużo wyżej. Nie ma co rozpamiętywać. Jesteśmy na mecie! – mówił na kilka sekund przed wjazdem na rampę w Limie - pilot załogi numer 372 - Rafał Marton.

To był bardzo ciężki rajd dla całego zespołu i niestety dwa quady oraz jedno auto nie dokończyły rywalizacji. Przed jednym z pierwszych odcinków Maciek Albinowski nie zdołał wyjechać na kolejny odcinek po trudnym dniu. Nawaliła elektryka. Później, po bardzo dobrej serii odcinków specjalnych, kiedy Łukasz rywalizował z najlepszymi quadowcami w jego maszynie urwało się koło. Wypadek wyglądał efektownie, ale na szczęście skończyło się tylko zadrapaniami. Tyle, że quad nie nadawał się do dalszej rywalizacji. – Na koniec, w trzynastym dniu rajdu, musiałem wspólnie z Michałem zrezygnować z rywalizacji. Skończył nam się czas na start. Wszyscy byliśmy tak bardzo zmęczeni, że mogliśmy zacząć popełniać błędy. Uznaliśmy, że nie warto ryzykować – dodał Albert Gryszczuk.

Również dla nas start w Dakarze był sporym sukcesem. Wszyscy zeznawali, że to najtrudniejsza edycja, ale udało nam się dojechać bez większych przygód do mety ostatniego odcinka. Mogliśmy rywalizować z najlepszymi. Jesteśmy w pierwszej trzydziestce. – powiedział Robert Szustkowski. – To nasz pierwszy start ciężarówką i całkowicie nowe doznania. Pomimo to okazało się, że jedzie się całkiem nieźle i w odróżnieniu od samochodów osobowych, w Unimogu najbardziej poobijani są zawodnicy. – dodał kierowca Unimoga R-SixTeam.

Rajd Dakar to jedno z najbardziej morderczych wyzwań w jeździe terenowej. O skali trudności może świadczyć porównanie ilość załóg, które stawiły się na linii startu na początku i pod koniec rajdu. Ostatniego dnia, na liście startowej znalazło się 98 motocykli ze 188 z pierwszego dnia. Podobnie zmniejszyła się ilość rywalizujących zawodników w quadami. Zostało ich 12 z 33. Równie dużo samochodów nie dotrwało do ostatniego odcinka. Zaledwie 79 ze 174 samochodów ruszyło ostatniego dnia w kierunku Limy. Najmniej odpadło ciężarówek, spośród których zaledwie 17 na 77 zarejestrowanych pojazdów nie wyruszyło do ostatniego etapu.

Zawodnicy przejechali łącznie blisko 9 tysięcy kilometrów po drogach i bezdrożach Argentyny, Chile i Peru. Bezpośrednia walka z bezdrożami Ameryki Południowej rozegrała się na trzynastu odcinkach specjalnych o łącznej długości blisko 4 tysięcy kilometrów (planowano ponad 4200km, ale odwołano OS6 z Fiambali do Copiapo). Na tegorocznych etapach rajdu Dakar dominowały pył Fesh-fesh i piasek wydm, choć zdarzały się też utwardzone, szybkie fragmenty. Jednak to fesh-fesh był największym wrogiem wszystkich załóg, ograniczając widoczność na trasie, ukrywając rozpadliny i kamienie czy niszcząc części aut, quadów i motocykli.

34. Dakar Rally

samochody:

38. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DID +29:02.54

ciężarówki:

29. Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk (PL) Unimog U400 +33:52.26

RMF Caroline Team po trzynastym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-14]

To był bardzo poważny etap, bardzo dużo wydm w zasadzie żadnych szutrowych dróg – opowiada o charakterystyce trasy Adam Małysz. – Ja się niezmiernie cieszę, że przejechałem ten etap bez zatrzymywania się. Zatrzymywaliśmy się jedynie po to, by napompować lub spuścić powietrze z kół. Poza tym etap przejechaliśmy bardzo płynnie i myślę, że można być z siebie nawet bardzo dumnym. Wiele samochodów dzisiaj stanęło, wiele się zakopało, rolowało, nie wyglądało to ciekawie.

W sobotę zawodnicy mieli do pokonania przedostatni etap w Rajdzie Dakar 2012. Na zawodników czekało 100 km odcinka dojazdowego i 276 km odcinka specjalnego. – Majestatyczne wydmy, w tej części kraju, utrzymają wszystkich do samego końca w napięciu i niepewności odnośnie tego, kto wejdzie na podium. Zawodnicy muszą pokonać przeraźliwą liczbę wydm, uważać na zdradliwe zjazdy, które wydają się być podobne, ale na prawdę każdy z nich jest inny, i tak samo muszą walczyć z nieludzkim zmęczeniem po przejechaniu tysięcy kilometrów. Każdy przypomni sobie, że najważniejszą cechą rajdowca jest ekstremalna wytrzymałość – mówili przed startem etapu organizatorzy Dakar Rally 2012.

Muszę przyznać po raz kolejny, że mam takiego pilota, który potrafi tak prowadzić, że nie było to tak trudne. Przed sobotnim etapem bardzo się bałem. Musimy jechać, żeby bardzo oszczędzać auto a w szczególności sprzęgło. Jakby sie ono zaczęło ślizgać to już jest po ... Pojechaliśmy bardzo spokojnie swoim tempem i bardzo uważaliśmy na to sprzęgło. Plan zrealizowaliśmy, jechaliśmy tak jak zakładaliśmy na ten etap – tłumaczył na mecie w Pisco kierowca załogi 372.

Adam Małysz i Rafał Marton zanotowali na odcinku specjalnym rewelacyjny wynik. Mitsubishi Pajero RMF Caroline Team zostało sklasyfikowane na 28. miejscu.

Załogi w niedzielę czeka 254 km dojazdówka i zaledwie 29 km OSu. – Nie ma jeszcze rozluźnienia psychicznego. Na pewno nie. Jest jeszcze niedziela. Mimo, że to jest krótki etap - to jest on bardzo ważny. Są na nim wydmy i jest ciasno w niektórych miejscach. Trzeba być skoncentrowanym do końca i walczyć do końca.

Patrząc z perspektywy na ten ostatni etap przeleci błyskawicznie. Jednak to jest bardzo ważny punkt, bo wiele osób tutaj twierdzi, że tam może się jeszcze wiele rozegrać. Nadal trzeba być skoncentrowanym – komentował Adam Małysz.

Dziś na zawodników czeka Lima - upragniona meta Dakar Rally 2012.

Wyniki na 13 etapie:

Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce - 5:12.02 (+2.02.15)
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 36 miejsce - 7:38.18 (+1:45.32) - ciężarówki

Klasyfikacja generalna po 13 etapach:

Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 29 miejsce (ciężarówki)

RMF Caroline Team i R-SixTeam - Dakar Rally 2012 - do mety pozostały dwa etapy [2012-01-13]

To jest Dakar! – mówił na mecie jedenastego etapu, długiego dla załogi numer 372 - Adam Małysz. Pierwszy raz jechałem po nocy, po wydmach i ciężkim terenie, ale widocznie się sprawdziłem, bo dojechaliśmy. Najgorsze to jest oczekiwanie, kiedy wiesz że nie z twojej winy musisz czekać parę godzin na pomoc z T4. Potem wymiana sprzęgła kolejne 2-4 godziny to taka męcząca bezczynność. Prawdopodobnie zawinił fesz-fesz. Pył wszedł do sprzęgła i zaczęło się ślizgać - kontynuował opowiadanie kierowca RMF Caroline Team debiutujący w legendarnym maratonie.

To nie był ten jeden z miłych dni na Rajdzie. Dakar pokazał kolejny raz pazur i tym razem dotknął nim Mitsubishi Pajero z Adamem i Rafałem na pokładzie. – Dziś był ogólnie pechowy dzień. Na 30 kilometrze uderzyliśmy w skałę, tak że zostały strzępy. Jechaliśmy za innym autem pod górę w fesz-feszu, a jak wiadomo przy wspinaniu w pyle trzeba cisnąć ile się da. Jak się zatrzymasz to już zostaniesz. Na górze było sporo dużych skał, ale jak zaczęliśmy hamować to już było zbyt późno. Przyjęliśmy jedną z tych skał na koło i tyle – mówi o perypetiach na odcinku Adam. Później w rajdówce zaczęły się problemy ze sprzęgłem. – Czuliśmy jak sprzęgło się ślizga przy zmianie biegów. Postanowiliśmy je oszczędzać i tak jechaliśmy bardzo wolno, żeby dojechać do mety. Później na dojazdówce sprzęgło się wystudziło i samochód szedł dużo lepiej. Ale na drugim odcinku, po 10-15 kilometrach, były strome podjazdy pod górę, znowu w fesz-feszu i tam już żeśmy zostali – informuje kierowca załogi numer 372.
Z tym elementem po raz kolejny problem miała również załoga po dowództwem Alberta Gryszczuka. Zawodnicy także dotarli na metę 11 odcinka nad ranem, gdzie samochód przekazali w ręce serwisu.

Po bardzo krótkim odpoczynku Adam Małysz i Rafał Marton wyruszyli na ponad 400 km odcinek dojazdowy. Później czekał ich kolejny odcinek specjalny o planowanej długości 259 km. Do rywalizacji na tym etapie nie przystąpiła załoga numer 399. Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk zakończyli rywalizację w Dakar Rally 2012 na 11 etapie. – Wszystkie auta bardzo cierpią w tym roku. Spotkałem się z wypowiedziami wielu zawodników, że to jeden z najtrudniejszych rajdów w historii Dakaru. Adam zrobił olbrzymie postępy i ma najlepszą pozycję do ukończenia rajdu. My pojedziemy trasą serwisową do Limy i będziemy mogli wspierać mechaników na campach – powiedział kierowca Pajero.

Etap dwunasty, choć krótki nie był wcale łatwy. W tej części Peru, z samolotu można podziwiać rysunki z Nasca, serię tajemniczych obrazów przypominających zwierzęta i rośliny. Są one przeszło 2000 letnim dziełem kultury Nasca. – Współcześnie, na jej wzór wytyczyliśmy trasę, która z lotu ptaka przypomina smoka, ale z punktu widzenia uczestników nasz „rysunek” może wyglądać mniej pięknie… Chociaż obszary wydm są równomiernie rozłożone i w miarę jednolite, zawodnicy zapamiętają je na bardzo długo. Odcinek wywarł wielkie wrażenie na zespole rozpoznawczym. Wydmy ciągną się tam jedna za drugą, przez dwadzieścia kilometrów, przenosząc uczestników w inny wymiar rywalizacji. Jeśli piasek pozostanie zwarty, to przejazd nie powinien sprawić zawodnikom większych trudności. Najlepsi w jeździe po wydmach właśnie tu będą mieli dużą szansę na zaskoczenie rywali. Ci, którzy pamiętają mauretańskie odcinki Dakaru zdobędą, dzięki swej wiedzy, cenne minuty – mówili przed startem etapu organizatorzy maratonu.

Mieli rację. To właśnie ostatnia część odcinka specjalnego sprawiła zawodnikom najwięcej problemów. Końcowa sekcja płatała figle czołówce pogrążając auta na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut w piaszczystych odmętach.

Zakopaliśmy się dwa razy. Ten drugi raz to auto nie dało rady wspiąć się pod górę. Odbiliśmy żeby zaatakować jeszcze raz ale ugrzęźliśmy - mówią Adam Małysz. Z tej opresji zawodników RMF Caroline Team wybawiła załoga Unimoga w barwach R-SixTeam. Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk na pokładzie swojego żółtego kolosa wyciągnęli Pajero "na twarde". Później jechaliśmy już razem, szło dobrze w miarę szybkim tempem. Jesteśmy na mecie dwunastego etapu. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze" – powiedziała na biwaku Jarek Kazberuk.

Przed zawodnikami dziś kolejny etap. Trasa poprowadzi z Nasca do Pisco a załogi rywalizować będą na 276 km odcinku specjalny, pełnym majestatycznych wydm.

Wyniki na 12 etapie:

Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce - 4:26.44 (+2:12.12)
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 27 miejsce - 4:44.32 (+1:45.32) - ciężarówki

Klasyfikacja generalna po 12 etapach:

Adam Małysz/Rafał Marton - 38 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - zakończyli rywalizację po 11 etapie
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 30 miejsce (ciężarówki)

RMF Caroline Team i R-SixTeam po dziesiątym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-10]

Po raz pierwszy w historii Dakar wjeżdża do Peru. Zawodnicy będą ścigać się po zupełnie nowych, nigdzie nie opisanych terenach. Nawigacja na czterech ostatnich etapach może być kluczowa dla końcowych wyników rajdu.

Jeśli chodzi o ściganie się w Peru to niestety, nikt niczego nie wie. Wszyscy powtarzają tylko, że będzie bardzo ciężko. Ale taki jest Dakar. Trzeba to przyjąć na klatę i jechać – mówi Rafał Marton z ekipy RMF Caroline Team.

Przenosiny do nowego kraju oznaczają zmianę czasu obowiązującego na rajdzie. W nocy ze środy na czwartek zegarki uczestników zostały cofnięte o dwie godziny. Dla mechaników to podarowane dwie godziny dodatkowego czasu na naprawy, dla zawodników dwie godziny snu więcej.

Fajnie, ten czas się przyda – komentuje Adam Małysz. – Ogólnie nie jestem zmęczony. Strasznie cieszę się, że ciągle jedziemy, a samochód jest cały. Natomiast po dotarciu do obozu odczuwam trudy poszczególnych etapów.

Dobija mnie ten fesz fesz. Jest w uszach, w buzi, w nosie. Mimo, że mamy kaski, wbija się wszędzie. To strasznie męczy, szczególnie oczy – opowiada kierowca RMF Caroline Team.

Debiutujący w Dakarze mieszkaniec Wisły w środę zaliczył swój najlepszy wynik w tym rajdzie. Późnym wieczorem był klasyfikowany na etapie na 33. miejscu. W generalce zajmował jeszcze lepszą lokatę, był 32.

To wynikło chyba z płynnej jazdy równym tempem. Zaraz na początku, w fesz feszu, przez 20 km wlekliśmy się za blokującą nas ciężarówką. Kiedy dogoniła nas, a później wyprzedziła następna, nasze auto ugrzęzło w zrobionych przez nią koleinach. Wydostanie stamtąd zajęło nam sporo czasu. Później staraliśmy się nadrabiać te minuty. Na wydmach nie daliśmy rady wspiąć się na jeden z podjazdów. Musieliśmy zawrócić i znów się zakopaliśmy. Następnie już wszystko poszło nam sprawnie i chyba stąd ten nawet niezły wynik. My jechaliśmy spokojnie i równo, mijając po drodze wiele zakopanych samochodów. Widzieliśmy nawet Krzysztofa Hołowczyca.

Chcieliśmy mu pomóc, ale stwierdził, że i tak go nie damy rady go pociągnąć – relacjonuje Małysz.

Znakomity jak na debiutanta rezultat sprawił, że były skoczek narciarski zebrał sporo gratulacji od bardziej doświadczonych kolegów z innych polskich ekip.

To niespodzianka, ale przede wszystkim zaskoczyliśmy samych siebie, ponieważ ten etap nie układał się po naszej myśli. Już na początku odcinka wpadliśmy do dziury. Musieliśmy wysiąść, by podnieść auto i dopiero wtedy wyjechać. Straciliśmy też trochę czasu na wydmach. Tam zjechaliśmy z podjazdu, zmniejszyliśmy ciśnienie w oponach i udało się. Potem jechaliśmy już sprawnie, utrzymując niezłe tempo – analizuje Marton.

Niestety, załoga Małysz - Marton będzie od czwartku prawdopodobnie ostatnią rywalizującą w Dakarze w barwach RMF Caroline Team. Ponownie poważne kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. W ich pajero przestały działać między innymi turbina oraz hamulce. Zawodnicy walczyli o ukończenie środowego etapu, ale o drugiej w nocy rajdowego czasu nie było ich jeszcze w bazie.

Rewelacyjnie na etapie z Iquique do Arici spisała się załoga R-SixTeam. Podróżująca na pokładzie Unimoga załoga w składzie Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Junior i Jarek Kazberuk przebyła 337 km odcinka specjalnego w rewelacyjnym czasie zajmując w klasyfikacji 10. etapu 24. miejsce.

Wyniki na 10 etapie:

Adam Małysz/Rafał Marton - 33 miejsce - 07:02.17
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk -
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 24 miejsce - 07:46.21 (ciężarówki)

Klasyfikacja generalna po 10 etapach:

Adam Małysz/Rafał Marton - 33 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk -
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 32 miejsce (ciężarówki)

RMF Caroline Team i R-SixTeam po dziewiątym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-10]

Pilnowany przez Rafała Martona Adam Małysz w swoim pierwszym Dakarze jedzie w dobrym tempie i ostrożnie, a taki styl pozwala uniknąć mu błędów. Dzięki temu były skoczek narciarski powoli pnie się w klasyfikacji generalnej rajdu.

Małysz przyznaje, że na trasie często korci go, by przyspieszyć. Wtedy zawsze odzywa się pilotujący go Marton, który nakazuje przyhamować i pamiętać o głównym celu, czyli oddalonej jeszcze o ponad 2500 kilometrów mecie w Limie. Na wtorkowym etapie Adam dostał jednak pozwolenie na chwilę szaleństwa. Na karkołomnym zjeździe do mety w Iquique mógł rozpędzić swoją rajdówkę do prędkości maksymalnej.

Ten zjazd okazał się zarąbisty. Jak już w połowie Rafał popuścił mi cugli, mogłem sobie jechać tak, jak chciałem i ile się dało – cieszył się kierowca RMF Caroline Team. – Ogólnie etap uważam za udany. Pierwsza część była bardzo trudna. Znów mnóstwo fesz feszu. Ciężko się w tym jedzie, tym bardziej między ciężarówkami. Z kolei o ostatnich 100 kilometrach wszyscy mówili, że będą to trudne, wysokie wydmy. Mnie jechało się świetnie, bez przygód – mówił.

Etap generalnie był bardzo długi. Po rekalibracjach pierwszy odcinek specjalny osiągnął długość 400 kilometrów. Drugi miał prawie 100. Fragment między nimi jedzie się w zasadzie tak szybko i z taką koncentracją jak oes. Można więc powiedzieć, że mieliśmy dzisiaj ponad 700 km jazdy na czas. I ta pierwsza część, która miała być łatwa, i o której nikt nie dyskutował, ze względu na dziury i fesz fesz okazała się bardzo trudna. A ostatnia, której się bardzo obawialiśmy, poszła nam gładko. Ale odczuwamy trudy tego dnia – mówił na mecie Marton.

Założenia na tegoroczny Dakar zweryfikowała druga samochodowa załoga RMF Caroline Team. Zamiast za wszelką cenę odrabiać straty poniesione podczas pechowych dla nich etapów, Albert Gryszczuk oraz Michał Krawczyk chcą dojechać do mety kończącej się w niedzielę imprezy.

To był bardzo trudny etap. Gratulacje dla każdego, kto go ukończy. A podwójne dla tych, co dokończą go w nocy. Nieprzyjemne było pierwsze kilkaset kilometrów. Trasa prowadziła po kamykach, pod którymi znajdował się miękki piasek. Kupę auto się tam gotowało. My też mieliśmy problemy z temperaturą, ale ponieważ najważniejsza jest meta, pozwoliliśmy sobie na kilka przerw na chłodzenie samochodu – opowiadał Gryszczuk.

Ekipa Pajero z numerem 399 nie byłaby jednak sobą, gdyby zaliczyła dzień bez chociaż drobnej przygody. Gryszczuk z Krawczykiem znów dotarli na biwak ze zdemolowanym samochodem. Stało się tak, bo wpadli do rowu.

Straciliśmy tylko kawałek zderzaka, mało istotny dla samochodu fragment plastiku. Wysoko w górach jechaliśmy w fesz feszu. Nagle zapalił się alarm ostrzegający o stojącym w pobliżu innym aucie. Okazało się, że jest ono 3 metry przed nami. Gwałtownie zahamowałem i skręciłem, wpadając do takiego samego rowu. Tylko że z prawie zerową prędkością, więc straciłem tylko kawałek zderzaka, a oni stracili przedni napęd. Nie zazdroszczę – relacjonował kierowca RMF Caroline Team, który był pod wrażeniem malowniczego zakończenia etapu z Antofagasta do Iquique.

Ocean i dakarowy obóz w dole. Pięknie to wyglądało. Niestety, jechaliśmy bez prądu, więc się spieszyliśmy. Ponosimy konsekwencje spędzenia dnia wolnego na wydmach, a nie w serwisie. Rzeczy, których wtedy nie wymieniliśmy, zaczynają siadać – przyznał Gryszczuk.

Organizatorzy do ostatniej chwili trzymali nas ze zmianami na dzisiejszym odcinku. Ostateczną wersję poprawek do roadbooka dostaliśmy około północy. Wcześniej kilka wersji zostało wycofanych. Jak przekazali nam organizatorzy – trasa trochę się zmieniła po ostatnich opadach i musieli dobrać nową. Dziś było trochę trudniej, niż zwykle, bo przygotowanie roadbooków wymagało czasu, a robiliśmy to w nocy. – powiedział Jarek Kazberuk, pilot R-Six Team. – Unimog za to spisuje się dzielnie i możemy jechać swoim tempem, a to ważne na Dakarze. – dodał Jarek.

Atmosferę w ekipie psuł wypadek Alesa Lopraisa i jego załogi, która po tym jak prowadzący ciężarówkę mechanik zasnął i wjechał do rowu, została przetransportowana do szpitala.

Na dojazdówce przeżyliśmy szok, widząc wywróconą ciężarówkę Lopraisa. Znamy go, przyjeżdżał trenować do nas na poligony – mówił Adam Małysz. – Wiemy, że Ales wyszedł z kabiny o własnych siłach, ale jego mechanik i nawigator zostali przeniesieni do helikoptera na noszach. Cała załoga jest w szpitalu. Nieswojo się czuję, bo przyjaźnimy się i razem trenujemy. Mamy nadzieję, że nic im się nie stanie. Takie wydarzenia na dojazdówce pokazują, jaki trudny jest ten rajd – podsumował Albert Gryszczuk.

Wyniki na 9 etapie:

Adam Małysz/Rafał Marton - 40 miejsce - 06:51.53
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 66 miejsce - 07:55.22
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 35 miejsce - 08:05.53 (ciężarówki)

Klasyfikacja generalna po 9 etapach:

Adam Małysz/Rafał Marton - 36 miejsce
Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 71 miejsce
Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 31 miejsce (ciężarówki)

RMF Caroline Team po ósmym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-09]

Ósmy etap rajdu Dakar okazał się ostatnim dla Łukasza Łaskawca. Quadowiec RMF Caroline Team niedaleko przed pierwszym punktem tankowania miał poważny wypadek. Zawodnikowi na szczęście nic się nie stało, ale jego pojazd nie nadawał się do dalszej jazdy.

"Łoker", który przed startem imprezy marzył nawet o wygraniu Dakaru, na metę w Limie dotrze samochodem, razem z resztą ekipy. W poniedziałek z trasy zabrał go helikopter.

Najpierw jeden, potem drugi przetransportował mnie na lotnisko. Tam byli medycy, którzy mnie opatrzyli – opowiadał Łaskawiec. Przyczyną kraksy była awaria. – Pękła przednia piasta. Po raz trzeci w tym rajdzie odpadło mi koło. Tym razem nie dało się już tego naprawić na miejscu. Musiałem zakończyć ściganie. Mnie też się trochę oberwało, ale będę żył. Gdy wyleciałem przez kierownicę, quad po mnie przejechał. Mam zdartą skórę na nodze i kawałku pleców. Rany zostały oklejone plastrami i obandażowane, przez co trudno mi się chodzi – mówił.

Bez większych problemów do obozu dotarły samochodowe załogo RMF Caroline Team. Jako pierwsi na biwaku zameldowali się jak zwykle Adam Małysz z Rafałem Martonem. – Wyprzedziliśmy kilka samochodów i kilka ciężarówek, ale też i nas wyprzedzano. To był trudny odcinek jeśli chodzi o takie rzeczy. Mocniejsze samochody sobie z tym radziły. Nasze autko nie jest zbyt szybkie. Na początku w fesz feszu nie było mowy o wyprzedzaniu. W krańcach drogi leżało mnóstwo kamieni. Później znalazło się kilka miejsc, gdzie można było próbować atakować i to nam się udało. Ale nie martwimy się. Nie startowaliśmy do etapu by go wygrać. Konsekwentnie swoim tempem zmierzamy do mety – podkreślał Marton.

Samochód lepiej spisuje się na szutrze. Kręta, kamienista droga to jego środowisko. W takich warunkach fajnie się prowadzi, doganiamy innych. Ale później, na długich prostkach, mimo iż wydaje się, że jedziemy szybko, to inni mają jeszcze szybsze samochody i nas doganiają. Gdy komuś uda się wyprzedzić nas w fesz feszu najczęściej zatrzymujemy się i czekamy, aż opadnie kurz. Inaczej przez parę sekund niczego się nie widzi, a wtedy można wjechać w dziurę i jest po zabawie – wyjaśniał Małysz.

Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk podczas ósmego etapu mieli kłopoty "tylko" z alternatorem. W porównaniu do ich wcześniejszych awarii to drobnostka. Niestety, z powodu braku prądu ich Pajero zgasło tuż przed wjazdem na obozowisko. Dzięki pomocy dotarło na stanowisko serwisowe, gdzie mechanicy usunęli wywołaną przez wszędobylski fesz fesz usterkę.

We wtorek uczestników Dakaru czeka odcinek podobny do poniedziałkowego. Zawodnicy spodziewają się dziur, kamieni oraz piasku. Sam koniec etapu prowadzi przez bardzo wysokie i trudne wydmy ze słynnym, prawie pionowym zjazdem do Iquique.

Cała sztuka polega na tym, że mimo iż ten odcinek jest trudny i ma wiele miejsc, w których można uszkodzić auto, należy jechać na tyle szybko, żeby dotrzeć do tych wydm wcześnie i pokonać je w świetle dziennym. Jazda po nich po zmroku jest wielkim ryzykiem – przestrzega Rafał Marton.

Na ósmym etapie rajdu Dakar 2012:

40. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +1:49.42
61. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +2:39.28

ciężarówki:

47. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 2:36.16

Po 8 etapach Rajdu Dakar:

37. Małysz +11:01.15
95. Gryszczuk

ciężarówki:

38. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 21:05.47

RMF Caroline Team po siódmym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-08]

Aż 27 godzin walczyli na trasie siódmego, prowadzącego po pętli wokół Copiapo etapu Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Szczęśliwie, mimo poważnych awarii, załodze RMF Caroline Team udało się dotrzeć na metę przed upływem wyznaczonego przez organizatorów czasu. Po doliczeniu kary za ominięcie czterech punktów kontrolnych zostali dopuszczeni do startu do poniedziałkowego etapu do Antofagasta.

Dzień przerwy w Dakarze w ekipie RMF Caroline Team minął na zdobywaniu i potwierdzaniu wiadomości o tym, co dzieje się z przebywającą na trasie załogą. Nie było to proste, bo na terenie, gdzie utknęło Pajero z numerem 399 nie działają telefony komórkowe, a telefon satelitarny milczał.

Ostatecznie rajdówka dotarła na biwak holowana przez ciężarówkę Miroslava Zapletala, który zresztą asekurował Gryszczuka i Krawczyka przez praktycznie cały etap.

Mieliśmy problem ze sprzęgłem. Wymieniliśmy je na trasie wspólnie z ekipą Mirka. To zajęło nam trochę czasu. I podjęliśmy złą decyzję, żeby w nocy jechać przez wydmy. To spowodowało, że założone sprzęgło znów się uszkodziło. W takich warunkach nie widać drogi. Jedzie się na azymut, w zasadzie na wprost. W wielu sytuacjach trzeba się ratować, a robi się to strzelając ze sprzęgła, albo ślizgając nim. No i tak się skończyło. Tym bardziej, że to było takie awaryjne sprzęgło, już po przejściach – opowiadał Albert Gryszczuk.

Wcześniej jeszcze gdzieś po drodze wymienialiśmy wahacz i koła. Ale to się nie liczy, bo zajęło w sumie pół godziny. Wydmy dały nam porządnie w kość. Sprzęgło wymienialiśmy od godziny 18 do 1 w nocy. A później pojechaliśmy dalej. Bo była pełnia księżyca, więc było coś widać. No i około 3 wpakowaliśmy się w taką jamę, że pajero zakopało się gdzieś pod szyby. Skończyliśmy się odkopywać około 9 – uzupełniał Michał Krawczyk.

Unieruchomione ostatecznie auto utknęło w piasku 6 km przed metą. Wybawicielami Polaków znów okazali się Zapletal i jego załoga. – Oni zatrzymali się na nocleg, więc przez kilka godzin się nie widzieliśmy. Spotkaliśmy się dopiero przed metą. Te wydmy były tak wysokie, że ich pokonanie autem na holu zajęło nam sześć godzin – mówił Gryszczuk.

Mimo piętrzących się przed nimi problemów ani kierowca, ani jego pilot nie stracili nadziei na ukończenie morderczego etapu. Nie wszystkim się to udało. Część porzuconych pojazdów organizatorzy transportowali w niedzielę z wydm helikopterami.

Mieliśmy czas do godziny 18. Wiedziałem, że jeśli się uda dotrzeć na metę, będzie ok. I udało się – stwierdził Gryszczuk. – Na początku nie było czasu na takie myśli. Kiedy padło sprzęgło zaczęliśmy zastanawiać się, co robić. Telefon satelitarny nam się wyładował więc nie wiedzieliśmy, czy nasza ciężarówka nas znajdzie, czy pojedzie inną trasą i zostaniemy na wydmie na wieki wieków. Na szczęście skończyło się dobrze.

Szkoda tylko, że przepadł nam dzień wolny. Słyszałem nawet, że miałem zarezerwowany w hotelu pokój z klimatyzacją. Ale cóż, takie życie. W zamian mam niezapomniane przeżycia – podsumował Krawczyk.

RMF Caroline Team i R-SixTeam po szóstym (odwołanym) etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-06]

Wyjątkowo spokojnie, chwilami jak turyści, pokonywali szósty etap zawodnicy rywalizujący w rajdzie Dakar. Z powodu fatalnych podobno warunków na górskich drogach między Fambialą a Copiapo zaplanowany na ten dzień odcinek specjalny został odwołany. Wytyczono nową, liczącą 650 km trasę, a na jej pokonanie było aż 10 godzin.

Trasa wiodła przez rozdzielające Argentynę i Chile Andy. Większa jej część przebiegała na wysokości ponad 3 tysięcy metrów. Dla nieprzyzwyczajonych do takich ekstremalnych warunków i rozrzedzonego powietrza osób pokonanie tego odcinka było wielkim wyzwaniem. Nie wszystkim się udało, bo kilka samochodów zjeżdżających z gór wpadło do rowów.

Od tej wysokości boli głowa i chce się spać – tłumaczy Michał Krawczyk. – Na tym etapie wjeżdża się przez 180 km w górę, na wysokość 3 tysięcy metrów. Tam jest granica argentyńska, 120 km ziemi niczyjej i wjeżdża się do Chile. Najwyższa przełęcz ma ponad 4 700 metrów. Przy 4200 sprawdzałem coś w nawigacji i coś zaczęła mnie ćmić głowa. A później strasznie chciało się spać. Nastawiliśmy z Albertem muzykę na maxa i słuchaliśmy jakiegoś łupu cupu, by nie zasnąć – opowiadał pilot Alberta Gryszczuka.

By nie ryzykować wypadku załoga RMF Caroline Team musiała się jednak zatrzymać. – Albert czuł, że na chwilę zamknęły mu się oczy. Zrobiliśmy sobie przerwę na spacerek – zdradził Krawczyk.

Dzielnie trudy podróży zniósł debiutujący w Dakarze Adam Małysz. Jego organizm lepiej zareagował na zmniejszoną ilość tlenu niż bardziej doświadczonego partnera z załogi Rafała Martona. – Tam u góry było ciężko. Powietrze rzeczywiście okazało się inne. Ale jechało się spoko. Rafał miał problemy i zasnął, wtedy mnie też zachciało się spać. Żeby się nie nudzić, wyjąłem aparat fotograficzny i zacząłem sobie robić zdjęcia. Muzyki nie słuchaliśmy, bo znowu rozładował nam się telefon – mówił Małysz.

Podobny sposób na nudę podczas samotnej jazdy przez góry wymyślił Łukasz Łaskawiec, który zatrzymywał się i robił sobie zdjęcia. Mimo tych turystycznych zajęć dotarł na biwak półtora godziny przed czasem.

W Copiapo rajdowa karawana pozostanie przez trzy noce. W sobotę odbędzie się etap prowadzący w okolicy miasta znanego z niesamowitej historii górników, którzy przetrwali zasypani pod ziemią ponad dwa miesiące. Na niedzielę zaplanowano dzień przerwy, w poniedziałek uczestnicy ruszą do Antofagasty. Na razie mogli się przyglądać górującymi nad obozem wydmami, na których będą kończyć sobotnią rywalizację.

Wydmy chyba zawsze i na każdym robią wrażenie. To coś nieokiełznanego. W górach skalistych widać jakąś drogę. A na wydmach tego nie ma. Jedziesz tam, gdzie uznasz. No chyba, że jedziesz bardzo z tyłu i jest ślad. Ale czasem można się nadziać, bo ten ślad jest nie taki jak trzeba – mówi Adam Małysz. – To co widać, to druga część odcinka. Najpierw są kamienne góry, później dojazdówka i trochę czasu na odpoczynek, a dopiero potem zaczyna się atak na wydmy – uściśla Michał Krawczyk. A użyte przez niego słowo atak doskonale oddaje to, co będzie się działo na piachu. Teren jest tak trudny, że organizatorzy dali załogom aż 32 godziny na jego pokonanie.

Jarek Kazberuk, który na pokładzie Unimoga R-SixTeam wraz z Robertem Szustkowskim i Robertem Szustkowskim JR pokonuje codzienne etapy powrócił wspomnieniami do piątego odcinka specjalnego: Wydmy to moja specjalność, wiec wczorajszy etap pojechaliśmy bardzo szybko...i gdyby nie dwie przygody - byłby dobry rezultat. Po przeskoczeniu ogromnych gór piachu urwał nam się pasek napędzający wentylatory i temp. silnika skoczyła do 120 C. Awarie usunęliśmy. Godzinę później znowu staliśmy zmieniając koło. W ciężarówce to rzecz niełatwa. Z drugiej strony ciągle się głowię skąd na pustyni gwoźdź do podkuwania koni!? Obie przygody zabrały nam około 1.5 godziny, ale nie zepsuły dobrego humoru. Dziś wkraczamy do Chile. Tam Atacama i Andy dadzą nam wszystkim zapewne jeszcze bardziej w kość. Kto to przetrwa ukończy Dakar ...

Klasyfikacja generalna po 6 etapach Dakar Rally 2012:

Samochody:

39. Adam Małysz/Rafał Marton +5.43.19.
88. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk +16:43.17

Ciężarówki:

41. Robert Szustkowski/Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk +11:10:40

Quady:

*11. Łukasz Łoker Łaskawiec + 5:20.47

* - poza klasyfikacją generalną

RMF Caroline Team po piątym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-05]

To prawda, Adam jest kierowcą, z którym nie sposób się nudzić. Ale ta przygoda nie wynikała z jego winy. Jeśli już ktoś miałby ponosić za nią odpowiedzialność to ja – mówił na mecie piątego etapu Dakaru Rafał Marton. Na trasie między Chilecito a Fiambalą pilotowany przez niego Adam Małysz przewrócił samochód na dach.

Na szczęście wypadek nie był groźny, a załodze nic się nie stało. To było przy niewielkiej prędkości. Polecieliśmy na piach, nie skały, więc auto upadło dość miękko. Mechanicznie jest w dobrym stanie, ma tylko pogniecioną karoserię. Nie martwiłem się, że nie pojedziemy dalej, bo w taki sposób nie kończy się rajdów. Wiedzieliśmy tylko, że musimy się stamtąd jak najszybciej podnieść i wyjechać, bo traciliśmy czas – powiedział Marton.

W postawieniu samochodu na koła pomagali kibice oraz druga załoga startująca w barwach RMF Caroline Team Albert Gryszczuk i Rafał Marton. – Miejscowi podjechali do nas po 15 minutach. Akurat nadjechali też Albert z Michasiem. Po wszystkim sprawdziliśmy czy samochód da się odpalić. Po uruchomieniu pojechaliśmy dalej – opowiadał Małysz. – To był błąd. Trzeba było stanąć przed tym rowem i rozejrzeć się co i jak – dodał.

To nie jego wina. Jeśli ktoś jest odpowiedzialny, to bardziej ja niż on.

Myślę, że kiedy jechaliśmy w kurzu za dwoma innymi autami powinienem wyhamować Adama. Powiedzieć, aby poczekał na lepszą widoczność. Sam wypadek to był moment. Polecieliśmy na bok i zostaliśmy – tłumaczył się Marton.

Nieprzyjemny, choć na szczęście niegroźny w skutkach incydent źle wpłynął na siedzącego za kierownicą Mitsubishi Pajero.

Później było troszkę nerwowo. Raz nawet się zakopałem, więc Rafał starał się mnie uspokoić. Jedź sobie spokojnie, oddychaj głęboko. Przecież potrafisz się wyluzować. No i kiedy tak zrobiłem, znowu jechało się przyjemnie – mówił były skoczek.

Jechaliśmy czysto, płynnie przez wysokie wydmy, Świadczy to o tym, że wykonaliśmy dobrą pracę przed rajdem – uznał Marton.

Bez większych problemów liczący 423 km etap z Chilecito do Fiambali pokonali za to Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk, którzy odrabiają straty po nieudanym początku rajdu.

Etap był zapowiadany przez znających go zawodników jako bardzo trudny i to się potwierdziło. Tylko że oczywiście nie to, co mówili czyli wielka góra Fiambala. Ta wydma dla naszych samochodów była łatwa. Ale później okazało się, że jest bardzo ciężko. I oczywiście na końcówkę, taką wisienkę do tortu, ostatnie 6 km organizatorzy przygotowali nam jazdę przez fesz fesz, drobniutki piasek. My byliśmy w tym momencie już za trzema ciężarówkami, które zrobiły nam taką zadymę, że stwierdziliśmy, że nie jedziemy, czekamy aż się to wszystko uspokoi, bo w coś uderzymy i będzie dym – opowiadał Gryszczuk.

Jestem tak zmęczony i zdyszany, jakbym przejechał po tych wydmach nie 177, a 1000 km. Kiedy zbliżał się piasek, spuszczaliśmy powietrze w oponach do 0,3 atmosfery i przejeżdżaliśmy delikatnie by nie zmęczyć silnika. Gdy zaczynały się kamienie, pompowaliśmy koła na 2 atmosfery. I tak w kółko. Teren się zmieniał 8 razy więc trochę się napracowaliśmy. Ale najważniejsza jest meta no i trzymanie się blisko Adama. Dzisiaj mieliśmy przykład, że ta pomoc jest bardzo ważna – dodał.

Nieźle spisuje się również ciężarówka zespołu R-SixTeam. Podróżujący nią Robert Szustkowski, Robert Szustkowski Jr i Jarek Kazberuk są zadowoleni z przebiegu rywalizacji. – Na wczorajszym oesie udało nam się utrzymać dobre, równe tempo. Większa część trasy ścigaliśmy się z szybkimi Man'ami X-Raidu. Odcinek trudny technicznie. Było na nim wszystko oprócz wydm. Serwisy załóg, które próbowały pojechać ten etap za "mocno" miały w nocy pełne ręce roboty. Nasz Unimog tymczasem bez zarzutu. Natomiast my czujemy się jak wyjęci z pralki ... – opowiadał na mecie czwartego etapu Jarek Kazberuk.

Klasyfikacja generalna po 5 etapach Dakar Rally 2012:

Samochody:

39. Adam Małysz/Rafał Marton +5.43.19.
88. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk +16:43.17

Ciężarówki:

41. Robert Szustkowski/Szustkowski Jr/Jarosław Kazberuk +11:10:40

Quady:

*11. Łukasz Łoker Łaskawiec + 5:20.47

* - poza klasyfikacją generalną

RMF Caroline Team po trzecim etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-03]

Po dwóch etapach, na których nie miał większych problemów, Adam Małysz wreszcie przekonał się jak trudnym rywalem jest Dakar. Na szybkim, prowadzącym głównie po szutrowych drogach oraz w kamienistych, wyschniętych korytach rzek przebił oponę i utknął na kamieniu.
Odcinek niby miał tylko 200 kilometrów, ale okazał się bardzo trudnym – podsumował kierowca RMF Caroline Team.

Początkowo załoga Pajero startującego z numerem 372 nie wiedziała o konieczności wymiany koła z dziurawą oponą. – Na początku myśleliśmy, że skrzywiliśmy wahacz, bo na prostych samochód ściągało nam w bok. Powietrze musiało schodzić z niej powoli, ale kiedy wreszcie zarzuciło nam tyłkiem i poczuliśmy, że coś dobija, zatrzymaliśmy się. Opony na feldze już prawie nie było. Jechaliśmy na flaku ze trzydzieści kilometrów – opowiadał Małysz. Niedługo później jadący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski przeżył jeszcze jedną, o wiele poważniejszą przygodę.

Uderzyliśmy w rzece o kamień. Na szczęście na środku, więc nie zniszczył niczego w zawieszeniu, ale auto zawisło. Koła kręciły się nie dotykając dna. Straciliśmy tam z pół godziny. Wyjechać pomagali nam miejscowi, bo nawet kiedy podnieśliśmy samochód na podnośnikach, nie chciał ruszyć.
Dopiero później podkładaliśmy kamienie, by się wydostać. Po tej przygodzie jechaliśmy już zachowawczo
– tłumaczył Małysz.

Surową lekcję otrzymał na etapie z San Rafael do San Juan Łukasz Łaskawiec. Po dwóch świetnych etapach we wtorek o mało nie odpadł z rywalizacji. W jego quadzie dwukrotnie pękały gałki przy kołach. To sprawia, że dolny wahacz wbija się w ziemię, a pojazd zatrzymuje się niemal w miejscu. – Za pierwszym razem uderzyłem się w kolana. Niestety, przy drugim uderzyłem głową w konstrukcję roadbooka i przyrządów nawigacyjnych. Bardzo boli mnie twarz, jestem wykończony – mówił zawodnik, który po przyjeździe na biwak długo nie mógł dojść do siebie. Nie miał nawet siły pójść pod prysznic. Do prowizorycznej łaźni na obozowisku musiał zostać zawieziony samochodem.

Spory awans w klasyfikacji generalnej i wreszcie spokojna noc to osiągnięcie drugiej załogi samochodowej RMF Caroline Team, którą stanowią Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Po dwóch wcześniejszych etapach musieli usuwać poważne awarie. We wtorek tylko raz w ich aucie zabrakło prądu.

Cel był prosty, dojechać do mety za dnia i zrobić sobie jak najlepsze miejsce na start. O klasyfikację generalną w tej chwili w ogóle się nie martwimy. Chodzi o to, by być jak najbliżej Adama. Za nim, ale blisko. Od jutra także samochody i ciężarówki startują kolejno według klasyfikacji ważne było więc również, by nasza ciężarówka była za naszymi plecami – tłumaczył Gryszczuk.
Mimo problemów z lewą stopą kierowca Mitsubishi oznaczonego numerem 399 nie zjawił się u lekarza.

Nie poszedłem. Nie chcę ryzykować. Bo gdyby lekarz powiedział, że nie mogę jechać byłaby tragedia. Radzę sobie. Mam jakieś maści przeciwbólowe, staram się ją oszczędzać. W naszych autach jest sekwencyjna skrzynia biegów, więc sprzęgło potrzebne jest tylko do ruszania. A hamuję prawą – śmiał się.

W maratonie nie jedzie już dakarowy debiutant RMF Caroline Team na quadzie - Maciek Albinowski. We wtorek rano na biwaku w San Rafael zawodnik nie mógł uruchomić swojej maszyny i przekroczył limit czasu wyznaczony na start do trzeciego etapu. Oznacza to, że quada z numerem 273 nie zobaczymy już na bezdrożach Dakar Rally 2012.
W trzecim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania 291 km dojazdówkę i 208 km (motocykle/quady) lub 270 km (samochody/ciężarówki) odcinka specjalnego.

RMF Caroline Team po drugim etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-02]

Drugi etap Dakaru był popisem Łukasza Łaskawca. Quadowiec RMF Caroline Team kilka razy się zatrzymywał, a mimo to na trasie prowadzącej z Santa Rosa de la Pampa do San Rafael osiągnął najlepszy czas.

Pomagałem dzisiaj dwóm motocyklistom. Jednego zbierałem po wypadku. Drugiemu na wydmach pomagałem podnieść motocykl, bo nie mógł sobie z tym poradzić. Gdzieś po drodze uderzyłem jeszcze w kamień, mam dziurę w misce olejowej, a udało mi się jeszcze wykręcić najlepszy czas – opowiadał o wydarzeniach z poniedziałku "Łoker". Na szczęście start naszego reprezentanta do kolejnego dnia rywalizacji nie jest zagrożony.
Wiem, że sprzęt będzie gotowy. Mechanik musi zdążyć. Ja idę odpocząć i spać, by nabrać sił przed trzecim etapem – mówił.

Gdyby nie kontrowersyjna i jeszcze nie ostateczna informacja o wykluczeniu go z klasyfikacji generalnej z powodu niezgodnego z regulaminem sprzętu, Łaskawiec byłby liderem rajdu. Menedżerowie cały czas starają się o anulowanie krzywdzącej dla Polaka i kilku innych zawodników decyzji.

W klasyfikacji generalnej jest i to odrobinę wyżej niż po pierwszym dniu Adam Małysz. Gdy startujący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski dojechał na biwak, jego pilot przy wszystkich pogratulował mu świetnej jazdy.

Adasia nie można rozpuścić. Nic takiego się nie wydarzy. Mogę mu szczerze powiedzieć, że jestem z niego zadowolony. A jestem, bo przejechaliśmy cały odcinek bez najmniejszych problemów. Oczywiście, da się szybciej i moglibyśmy to zrobić. Ale ustaliliśmy, że pojedziemy swoim tempem. Nie popełniliśmy żadnego błędu, auto jest nietknięte. Ani razu nie musieliśmy się zatrzymywać – wyjaśnił swoje zachowanie.

Debiutujący w Dakarze kierowca na razie cieszy się każdym kilometrem przejechanym po odcinkach specjalnych tego niesamowitego rajdu. O tym, co działo się na trasie opowiada z błyskiem w oku.

Fajne były płaskie szutry na początku odcinka specjalnego. Szliśmy, ile fabryka dała, ze 160 km/h. Później zaczęły się wąwozy i przejazdy rzeczne więc musieliśmy zwolnić. Wydmy przejechaliśmy bez problemów, ale końcówka oesu poszła nam już gorzej. Jechaliśmy wolniej, bo mieliśmy mało powietrza w oponach. Spuściliśmy je na piach, a potem szkoda nam było czasu zatrzymywać się i dopompowywać. Może i dobrze, bo niektórzy wyraźnie na tych pagórkach przesadzali. Patrzyłem z zazdrością jak inni ostro szli po kamieniach. Tylko co ja przyspieszałem, Rafał mnie hamował. "Jeszcze cały Dakar przed nami" mówił. Kawałek dalej wszyscy stali z awariami – mówił Małysz.

Po raz kolejny kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Choć na pierwszej części odcinka specjalnego udało im się odrobić część strat z niedzieli, do północy nie dotarli do mety poniedziałkowego etapu. Przyczyną przymusowego postoju na trasie były kłopoty z wahaczem. Zawodnicy otrzymali potrzebne do naprawy części od szybkiego serwisu pod przewodnictwem Mirka Zapletala. Naprawili auto i ruszyli w dalszą drogę. W trakcie pokonywania kolejnych kilometrów trasy musieli jeszcze ugasić pożar w swoim Mitsubishi Pajero. Zmęczona załoga dotarła na biwak o 2:20. Do akcji serwisowej przystąpili mechanicy.
W drugim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania niemal 800 km etapu w tym 295 km odcinka specjalnego.

RMF Caroline Team po pierwszym etapie Dakar Rally 2012 [2012-01-01]

Jadący quadem Łukasz Łaskawiec okazał się najlepszym zawodnikiem RMF Caroline Team pierwszego dnia kolejnej edycji Dakaru. Na inaugurującym rywalizację, prowadzącym z Mar Del Plata do Santa Rosa de la Pampa etapie uzyskał w swojej kategorii drugi czas. Niestety, ponieważ należy on do grupy zawodników wykluczonych z imprezy za posiadanie pojazdu rzekomo niezgodnego z opisem technicznym, jego wynik szybko zniknął z tabelek.

Wykręciłem dobry czas, ale niestety nie jesteśmy liczeni w klasyfikacji generalnej. Ciągle walczymy z sędziami i organizatorami, by jednak nas do niej wprowadzili. Staramy się bardzo, bo to dołujące – mówił Łaskawiec na biwaku w Santa Rosa. Wczoraj organizatorzy imprezy podali oficjalne uzasadnienie krzywdzącej dla 7 zawodników decyzji o przeniesieniu ich do odrębnej klasy. Po raz pierwszy od wybuchu afery powołali się w nim na konkretny paragraf, dali więc sportowcom możliwość dalszej walki o swoje prawa. – Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z próbą oszustwa – mówi zarządzający ekipą RMF Caroline Team Albert Gryszczuk.
Na razie "Łoker" nie do końca wie więc, o co walczy. Mimo to daje z siebie wszystko.

Dzisiaj najgorsza była dojazdówka do biwaku, której po odcinku specjalnym było ponad 600 kilometrów. To męczące, a jeszcze przy obowiązującym nas ograniczeniu prędkości to katorga. Sam odcinek specjalny był bardzo fajny. Przebiegał po części po plaży, nad oceanem, później niewielkie wydmy. No i długie proste, gdzie można było się rozpędzać.

Wiejący od lądu wiatr niekiedy pomagał, bo rozganiał kurz. Ale podczas podróży na biwak dodatkowo utrudniał jazdę – opowiadał Łaskawiec.

Ograniczenie prędkości do 110 km/h po raz kolejny mocno skrytykował także Rafał Marton.
To jakaś paranoja. Jedziemy cały dzień, wszyscy nas wyprzedzają, zajeżdżają drogę i robią zdjęcia. Po prostu masakra – uważa pilot Adama Małysza. "Rafanga" dobrze ocenił debiut byłego skoczka narciarskiego w Dakarze. Po niedzielnym oesie Małysz i Marton zajmują 70. miejsce. – Pierwszy odcinek jechaliśmy sobie ostrożnie, zgodnie z wcześniejszym założeniem. Chciałem by Adam oswoił się z tym rajdem i całym przedsięwzięciem. Wyprzedziliśmy dwa lub trzy samochody, z kolei na plaży nas wyprzedziły dwa buggy – opowiadał. – Jestem bardzo zadowolony z tego co pokazał Adam. Teraz widać jak pomogły nam treningi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wjechał na wydmy prosto z twardej nawierzchni i pokonał je bez obaw, płynnie, sprawnie i swoim tempem. Mieliśmy tam tylko głupią przygodę. Drogę zajechał nam samochód telewizyjny, wjechał na nasz ślad i zakopał się. Musieliśmy się zatrzymać i straciliśmy kilka minut.

O wiele gorzej pierwszy etap wyglądał w wykonaniu drugiej załogi RMF Caroline Team. W Pajero Alberta Gryszczuka i Michała Krawczyka na odcinku specjalnym zepsuł się jeden z elementów sprzęgła. Samochód utknął na wydmach i do mety został doholowany przez ciężarówkę serwisową. Awarię udało się naprawić, ale załoga dotarła na biwak późno w nocy.

Wystartował Dakar 2012 [2011-12-31]

Ponad 7 godzin trwała w sobotę prezentacja uczestników rozpoczynającego się właśnie rajdu Dakar. Przedzielane pokazami akrobacji samolotowej i ekwilibrystycznej jazdy na motocyklu tysiącom fanatycznie reagujących kibiców pokazały się kolejno quady, motocykle, samochody i ciężarówki, które dzień później wyruszą w liczącą prawie 9 tysięcy kilometrów wyprawę do Limy.

To nużące, ale mam nadzieję, że teraz już tylko pojedziemy – mówił po zakończeniu ceremonii Adam Małysz. Dla niego i pozostałych zawodników startujących dwoma Mitsubishi Pajero w barwach RMF Caroline Team pozornie prosta przejażdżka z jednego końca miasta na drugi okazała się pięciogodzinną przeprawą.

Ale atmosfera jest świetna. Podobało mi się, że kibice towarzyszący nam przy trasie wspierają wszystkich. I załogi z czołówki, i tych słabszych. To miłe – komentował były skoczek narciarski. – Ja nie czuję tremy przed debiutem. Nie sprawdzałem, co nas czeka na trasie. Wolę nie wiedzieć i dać się zaskoczyć, niż przejmować się na zapas – stwierdził.

Organizatorzy postanowili nie oszczędzać uczestników swojej imprezy. Na rozgrzewkę zafundowali im etap liczący 820 km. Choć wyruszą z Mar del Plata o godzinie 8, pierwsze załogi samochodowe na biwaku w Santa Rosa de la Pampa spodziewane są dopiero po 18.

Jak zwykle docierają do nas różne ploteczki i informacje dotyczące trasy. Mówi się o bardzo miękkim piachu, przejeździe przez wodę, błocie i bardzo trudnym, piaszczystym podjeździe. Trudno ocenić, jak będzie na prawdę, ponieważ z roadbooka niewiele wynika. My pojedziemy spokojnie.

Będziemy obserwować teren i nie damy się złapać w żadną pułapkę. Wiadomo przecież, że rajd nie będzie się rozstrzygał na krótkich oesach na początku, tylko później, w Chile i Peru – mówi Rafał Marton.

Niedzielny odcinek specjalny rzeczywiście będzie krótki. Jego długość to zaledwie 57 kilometrów.

To będzie bardzo trudna dojazdówka z uwagi na bezsensowne ograniczenie naszej prędkości do 110 km/h. Długa jazda w takim tempie jest bardzo nużąca. Myślę, że będzie to stwarzało większe zagrożenie niż jazda bez ograniczeń. Na tak długich prostych jakie mamy w tych krajach, jazda jest bardzo monotonna. Boję się, że zawodnicy będą po prostu zasypiali na dojazdówkach – przewiduje Marton.

RMF Morocco Challenge w niesamowitej obsadzie [2011-10-17]

Dominika Gawęda i Paweł Rurak-Sokal z BlueCafe, Anna Dereszowska, Piotr Zelt i tajemnicza zawodniczka RMF Caroline Team – Iza Małysz – spotkają się na piaskach marokańskiej pustyni. Zawodnicy startujący w pierwszym polskim rajdzie w Afryce będą mogli porównać swoje możliwości z Adamem Małyszem, który przygotowuje się do rajdu Dakar.


Tegoroczna edycja rajdu RMF Morocco Challenge (21-30 października 2011 r.) jest trzecią z kolei możliwością zmierzenia się polskich kierowców off-roadowych z afrykańską pustynią. Przed zawodnikami piaski pustyni, słone jeziora, kamienie i skały oraz wysoka temperatura.

RMF Morocco Challenge w niesamowitej obsadzie [2011-10-17]

Dominika Gawęda i Paweł Rurak-Sokal z BlueCafe, Anna Dereszowska, Piotr Zelt i tajemnicza zawodniczka RMF Caroline Team – Iza Małysz – spotkają się na piaskach marokańskiej pustyni. Zawodnicy startujący w pierwszym polskim rajdzie w Afryce będą mogli porównać swoje możliwości z Adamem Małyszem, który przygotowuje się do rajdu Dakar.


Tegoroczna edycja rajdu RMF Morocco Challenge (21-30 października 2011 r.) jest trzecią z kolei możliwością zmierzenia się polskich kierowców off-roadowych z afrykańską pustynią. Przed zawodnikami piaski pustyni, słone jeziora, kamienie i skały oraz wysoka temperatura.


Trasa rajdu podobnie jak w ubiegłych latach przebiega w bardzo zróżnicowanych warunkach. Z pewnością najbardziej widowiskowe będą przejazdy po piaskach, ale to tylko część atrakcji. Każdy z zawodników musi być przygotowany również na pustynne warunki do życia. Noclegi w namiotach, upał w ciągu dnia i zimne noce na pewno będą wyzwaniem. – powiedział Albert Gryszczuk, organizator rajdu RMF Morocco Challenge. – Szczególnie ciekawie zapowiada się rywalizacja w grupach sportowych i kategorii VIP. W tym roku startujących w klasie VIP Anię Dereszowską i zespół RMF FM – Marcina Jędrycha, Macieja Grzyba i Pawła „Karola” Piotrowskiego, uzupełni zespół BlueCafe oraz niespodzianka tegorocznej edycji rajdu „tajemnicza zawodniczka” – Iza Małysz. Panie w klasie VIP pojadą Mitsubishi Pajero, ale tylko z nazwy podobnymi do samochodu Adama Małysza – dodał Albert Gryszczuk.


W zawodach startuje 50 załóg w kilku klasach. Na odcinkach specjalnych zobaczymy motocykle, quady, fabryczne i specjalnie przygotowane do rajdów samochody terenowe oraz ciężarówki serwisowe. Łącznie na trasie rajdu pojawi się około 150 uczestników, osób z pomocy technicznej i obsługi rajdu.


Równocześnie z rajdem RMF Morocco Challenge, na tej samej trasie, wystartuje Narodowy Trening na Pustyni. W ramach przygotowań do rajdu Dakar pojadą między innymi Adam Małysz z Rafałem Martonem w dakarowym Pajero oraz Łukasz Łaskawiec i Maciej Albinowski na quadach. Wszystkie załogi startujące w rajdzie będą mogły rywalizować z trenującymi – – uzupełnił Albert Gryszczuk.


Trasa rajdu RMF Morocco Challenege liczy łącznie ponad 2,5 tys. kilometrów. Kierowcy przez 7 dni zmagali się będą ze skałami, piaskiem i pyłem fesz-fesz wyschniętymi słonymi jeziorami oraz najwyższą wydmą w okolicach Merzougi. Punktem startowym i końcowym jest port w Nadorze, skąd załogi ruszają wprost z promu do pierwszego odcinka i skąd wyruszą w drogę powrotną do Polski. Pierwszy pustynny nocleg przewidziano w okolicach miejscowości Tandera. Kolejne to Merzouga i Zagora. Meta rajdu znajduje się na terenie starego fortu w okolicach miejscowości Missour (ponad 250 km na południowy‑wschód od Fezu).


Rajd w Maroku będzie równocześnie okazją do przeprowadzenia, w realnych warunkach, wszechstronnych testów aplikacji, która jest przygotowywana do relacjonowania startu zawodników RMF Caroline Team w rajdzie Dakar. Testy poprowadzi partner zespołu – firma Finder S.A. Dzięki nowej aplikacji kibice będą mogli obserwować walkę na trasie Dakaru w niespotykanym do tej pory zakresie. Relacje, opisy, wypowiedzi zawodników, fotografie i materiały video z trasy rajdu znajdą się w serwisie internetowym. Będą też dostępne na urządzeniach mobilnych – smartfonach (np. iPhone i inne z systemem Android) i tabletach (np. iPad, Samsung Galaxy Tab). Przebieg zmagań będzie widoczny na mapie odzwierciedlającej dane z platformy lokalizacyjnej Finder Online. – Zobaczymy, gdzie nasze załogi się aktualnie znajdują i dowiemy się z jaką prędkością pokonują bezdroża. W ten sposób chcemy ułatwić polskim kibicom możliwie najpełniejsze uczestnictwo w tak trudnej do relacjonowania imprezie sportowej jak rajd Dakar. – powiedział Piotr Jakubowski, prezes Finder S.A.


W czasie RMF Morocco Challenge platforma Finder Online (z modułami GSM w samochodach) służyła będzie zapewnieniu bezpieczeństwa zawodnikom i będzie bazą rajdowego „assistance” serwisowego i alarmowego.

Więcej informacji o rajdzie na stronie www.RMFMoroccoChallenge.pl

Codzienne relacje z rajdu na stronach www.rmf.fm , www.rmf24.pl , www.dakar.pl oraz www.CarolineTeam.pl

RMF Caroline Team na podium w Transgothica Maraton 2011 [2011-09-24]

Zakończył się Transgothica Maraton 2011. W trakcie czterech dni zmagań zawodnicy przemierzyli ponad 600 kilometrów odcinków specjalnych rywalizując na terenach wokół Bornego Sulinowa. Załoga RMF Caroline Team stanęła na podium.

Aleksander "Fazi" Szandrowski i Rafał Płuciennik - zajęli 2. miejsce w najliczniej obsadzonej klasie Otwartej i 3. pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu. Zwycięzcami zostali Robert Kufel i Dominik Samosiuk.

Przypomnijmy, że zawodnicy RMF Caroline Team dwukrotnie pomagali na trasie konkurentom, których auta leżały na boku. "Wynik jest ważny, uciekające sekundy czy minuty również - ale nie sposób przejechać obok kolegów, którzy potrzebują twojej pomocy. Podium smakuje wtedy dużo lepiej" – mówi Rafał Płuciennik, występujący tym razem w roli pilota.

"To WRC off-road, najszybszy rajd w jakim jechałem. Osiągaliśmy prędkości ponad 130 km/h jadąc wąskimi leśnymi duktami. Niesamowite przeżycie" – podsumował bardzo udany występ kierowca RMF Caroline Team – Aleksander "Fazi" Szandrowski.

W rajdzie wzięło udział ponad 60 załóg z Polski, Danii, Belgii i Holandii.

Klasyfikacja generalna samochody:

1. Robert Kufel/Dominik Samosiuk | 4xDrive | 8:52.02
2. Wojciech Tolak/Maciej Szurkowski | Wilk 4x4 | + 28.59
3. Aleksander Fazi Szandrowski/Rafał Płuciennik | RMF Caroline Team | + 31.03

Klasa otwarta:

1. Robert Kufel/Dominik Samosiuk | 4xDrive | 8:52.02
2. Aleksander Fazi Szandrowski/Rafał Płuciennik | RMF Caroline Team | + 31.03
3. Janusz Ellert/Tomasz Kwaśniewski | Mosso Motorsport | + 34.06

Puchar Świata Cross-Country FIA,
Hungarian Baja 25-28 sierpnia 2011 [2011-08-28]


Determinacja wygrała z obawami

Adam Małysz, u boku swojego pilota, Rafała Martona, rozegrał pierwszy etap - prolog rajdu Hungarian Baja. Węgierska edycja Pucharu Świata Cross-Country FIA jest jednocześnie inauguracją rajdowej kariery Adama i kolejnym krokiem na drodze prowadzącej do mety rajdu Dakar. Po prologu Adam zajmuje 11 miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze w klasie T2, w której startuje. Łukasz Łaskawiec na quadzie zajął 4 miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze w klasie Q4.


Musimy pamiętać, że dzisiejszy prolog to tylko niewielka, kilkukilometrowa przygrywka przed kolejnymi odcinkami, które mogą już nie być tak łatwe. Najważniejsze dla nas jest zdobywanie doświadczenia przed Dakarem i dlatego nie zakładaliśmy niesamowitych osiągnięć. Chcieliśmy po prostu przetestować samochód i dojechać do mety. Dlatego zadowolenie z dobrego wyniku jest dość duże – powiedział Adam Małysz. – Naturalnie cały czas mam tremę i cały czas koncentruję się na skuteczności w prowadzeniu auta. Jestem nowicjuszem i mogą zdarzyć mi się błędy, ale każdy dobry wynik choć na chwilę rozprasza obawy – dodał Adam.
Adam cały czas szlifuje swoje umiejętności i postępy w doświadczeniu są bardzo widoczne z prawego fotela. Dogrywamy się i jak widać wspólna praca przynosi efekty – dodał Rafał Marton.
 


Z efektów jest również umiarkowanie zadowolony Albert Gryszczuk, szef zespołu RMF Caroline Team. – Teraz mamy czas na naukę i zdobywanie doświadczeń. Oczywiście bardzo się cieszę z dobrego miejsca w prologu, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Dopiero ostateczna tabela wyników po ostatnim odcinku pokaże jak dobrze poradził sobie Adam i jak mocna była konkurencja – powiedział Albert. – Samochód nie sprawił załodze zawodu, zarówno Adam jak i mechanicy są zadowoleni z jego stanu. Wierzę, że dzięki pracy serwisu będziemy w stanie zapewnić Adamowi sprawne miejsce do nauki – dodał Gryszczuk.
 


Klasa T2 samochodów rajdowych to kategoria, w której kierowcy prowadzą samochody prawie fabryczne, w których wprowadzono tylko niewielkie modyfikacje wymagane przepisami FIA i poprawiające sprawność samochodu w trudnym terenie.
Klasa Q4 Łukasza Łaskawca to quady pojemności silnika powyżej 400ccm (centymetrów sześciennych).
 



Technika i regulamin nie pozwoliły Adamowi na dalszą walkę, Łukasz wygrywa kolejne odcinki

Adam Małysz zmuszony został do wycofania się z dalszej rywalizacji w rajdzie Hungarian Baja. Drobne, jak się początkowo wydawało, uszkodzenie auta okazało się być bardzo czasochłonne w naprawie. Naprawa potrwała dłużej niż pozwalał na to regulamin, co zmusiło załogę do zakończenia rajdu.


W czasie ewakuacji pojazdu z trasy, załoga musiała przejechać przez zaorane pole, co spowodowało awarię sprzęgła, której nie mogliśmy usunąć w regulaminowym czasie – powiedział Albert Gryszczuk, szef zespołu RMF Caroline Team. – Tak czy inaczej zrealizowaliśmy swoje cele treningowe. Adam znakomicie przejechał wszystkie odcinki i mieliśmy możliwość porównania zespołu z najlepszymi kierowcami klasyfikowanymi przez FIA – dodał Gryszczuk.
 


Drążek kierowniczy, pękł nam w trudnodostępnym miejscu trasy. Żeby nie stwarzać zagrożenia dla innych kierowców musieliśmy jak najszybciej zjechać z odcinka. Jedyną szansą było zaorane pole, a takie warunki w połączeniu z problemami z drążkiem pociągnęły za sobą uszkodzenie sprzęgła – powiedział Adam Małysz – Bardzo chciałem jeszcze trochę pojeździć i nawet dziś jak słyszę ryk samochodów to ciągnie mnie na trasę. Teraz mocno kibicujemy Łukaszowi, który jedzie świetny rajd – dodał Adam
 


Zespół RMF Caroline Team nadal zachowuje szanse na wysokie miejsce w kategorii quadów. Łukasz Łaskawiec po wczorajszym dniu wystartował dzisiaj z pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej i rewelacyjnie pojechał pierwszy z zaplanowanych odcinków.
 


Miałem bardzo dobry start i na trasie musiałem wyprzedzić kilku motocyklistów, którzy startowali przede mną. Gdyby trasa była pusta mój wynik byłby jeszcze lepszy – powiedział Łukasz Łaskawiec. – Kolejny etap będzie łatwiejszy i mam nadzieję na pierwsze miejsce w „generalce” – podsumował Łukasz.
 


Po rajdzie Hungarian Baja mam już pewność, że ludzie, którzy będą reprezentowali na Dakarze zespół RMF Caroline Team są już dobrze przygotowani i kolejne rajdy oraz treningi tylko poprawią kondycję zespołu – podsumował Albert Gryszczuk. – Z drugiej strony jeżdżący w naszych barwach Łukasz Łaskawiec ma bardzo duże szanse na tytuł mistrza Europy i w co wierzę pierwsze miejsce w Dakarze.
 


Drezno-Wrocław 2011 [2011-06-28]

Samochód Małysza nie zapalił się.

W związku z pojawiającymi się informacjami  na temat domniemanego  pożaru samochodu rajdowego Adama Małysza informujemy, że sytuacja taka nie miała miejsca. Zapaliło się  Porsche Cayenne, które było autem assistance. Za jego kierownicą siedział Albert Gryszczuk. W wyniku pożaru nikt nie ucierpiał.

Porsche RMF Caroline Team, którym trenuje Adam Małysz to samochód, którym zadebiutował w odbywającym się Rajdzie Drezno-Wrocław 2011.  Auto podczas rajdu nie doznało żadnej poważnej usterki.

Drezno-Wrocław 2011 - dzień 2 [2011-06-26]

Adam Małysz – człowiek stworzony do sportu

Dziś drugi dzień zmagań na Drezno-Wrocław 2011. Etap liczył 120 kilometrów i prowadził, poprzez poligon w Żaganiu, na metę w okolicach Krosna Odrzańskiego. Drugi dzień w rajdzie był już mniej stresujący dla debiutanta RMF Caroline Team.

„Przygód dzisiaj nie było. Wszystko OK” – mówi Adam Małysz. „Myślę, że pojechaliśmy optymalnie - dzięki mojemu pilotowi. Emocje były, ale już zupełnie inne niż wczoraj. Na pewno jechałem bardziej na luzie i bardziej spokojnie. Nie jechaliśmy po to, żeby się ścigać. Celem było to, by dojechać do mety, by nabyć doświadczenia. Ja cały czas się uczę, śmialiśmy się nawet, że powinniśmy założyć L-kę na dachu” – komentował z uśmiechem kierowca RMF Caroline Team.

„Dziś było parę elementów, które należało przejechać szybko. Ważny do ich pokonania był odpowiedni rytm. To są bardzo cenne umiejętności” – mówił Albert Gryszczuk. „Adam w momencie startu zamienia się w zawodowca. Słyszę jego miarowy oddech w moich słuchawkach i widzę ogromne skupienie. To jest człowiek stworzony do sportu” – podsumował.

W przypadku Maćka Albinowskiego dzisiejszy dzień to całe pasmo przygód. Zawodnik RMF Caroline Team, reprezentujący zespół w kategorii quadów, przeżył naprawdę wiele. „To był bardzo pouczający etap. Nigdy trening nie zastąpi udziału w rajdzie. Urwałem dziś końcówkę drążka - wymieniłem ją niemal bez kluczy, zgubiłem korek paliwa – wróciłem się i znalazłem, zabrakło mi paliwa, bo zgubiłem kanister – uczynni kibice pomogli” – opowiadał popularny Albin.

„To jest fajny sport i chciałbym, żeby był bardziej popularny” – podsumował Adam Małysz.

W dniu dzisiejszym rywalizację zakończyła klasa Cross-Country. Pozostali zawodnicy będą walczyć na wymagających trasach do 2 lipca.

Drezno-Wrocław 2011 - dzień 1 [2011-06-25]

Adam Małysz - debiut zaliczony!

Stało się to, na co czekało wielu. Dziś Adam Małysz za sterami Porsche Cayenne zadebiutował w rajdzie off-roadowym. Kilka minut po dwunastej, gdy Show Start na Wzgórzu Andersa zaliczyły już motocykle i quady, na rampie startowej stanął rajdowy pojazd, a na jego pokładzie Adam Małysz i Albert Gryszczuk.

Rzesza kibiców wpatrzona była w czarne auto RMF Caroline Team. Zawodnicy poprosili zgromadzoną publiczność by zaciskała kciuki. Ruszyli. W wielu oczach pojawiły się łzy wzruszenia, pozostali klaskali i okrzykami wspierali debiutującego rajdowca.

Pierwsze kilkadziesiąt metrów to podjazd pod bardzo stromą górę. Kilka zakrętów, kolejna hopka, nawrót i meta. To koniec pierwszego odcinka specjalnego. Drugi OS to walka na piaskowni. W trakcie trzeciego - należało przebyć trasę wyznaczoną na wrocławskim poligonie. Auto RMF Caroline Team, z numerem startowym 000, jako pierwsze przekroczyło linię mety.

"Było fajnie. Cieszę się, że już mam to za sobą, bo stres był ogromny" - mówił na gorąco, tuż za linią mety dzisiejszego etapu, Adam Małysz. "Nawet w nocy miałem jakieś dziwne sny. Nasza publiczność, pierwszy start, stres żeby samochód nie zgasł, ... adrenalina była niesamowita. Jak ruszyłem i jechałem było zupełnie inaczej. Etap krótki. Myślę, że debiut bardzo udany. Pilot na mnie nie krzyczał, więc nie było źle. Dojechaliśmy na metę. Bardzo byłem zaskoczony, że już koniec. Debiut zaliczony!” - podsumował uśmiechnięty Adam Małysz.

"Pomyliłem się w nawigowaniu dwa razy" - przyznał Albert Gryszczuk. "To wszystko przez nerwy! Trasa była bardzo ciasna - ułożona tak, by rozruszać zawodników" - informował pilot dzisiejszego debiutanta.

Maciek Albinowski, który reprezentuje RMF Caroline Team w kategorii quadów powiedział, że największą trudność na dzisiejszym etapie sprawiły dwa bardzo strome podjazdy. "Były dwa piony, był kopny piach i bardzo głęboka koleina. Ośką ciężko było wjechać. W połowie drugiego OSu spotkała mnie niespodzianka - zacięły mi się przyciski przewijające roadbook - musiałem zwolnić tempo. Cieszę się, że jestem już na mecie".

Jutro na zawodników czeka trudny nawigacyjnie etap. Rozgrywany będzie na poligonie w Żaganiu. Następnie załogi wjadą na odcinek, który poprowadzi ich do Krosna Odrzańskiego. Tu będą walczyć na bardzo szybkich prostych, a prędkość samochodów niejednokrotnie przekroczy 150 km/h.




Drezno-Wrocław 2011 - dzień 0 [2011-06-24]

Adam Małysz: Potrzeba spokoju, rozwagi i doświadczenia.

Do rajdowego debiutu Adama Małysza pozostały już tylko 24 godziny. Camp zaczyna tętnić życiem. Większość zawodników jest już we Wrocławiu. Przed nimi standardowe procedury oraz badanie techniczne pojazdów. Już jutro o godzinie 11.00 prolog na Wzgórzu Andersa rozpocznie 17. edycję Drezno-Wrocław.

Adam Małysz wraz z Rafałem Martonem pojadą Porsche Cayenne z numerem startowym 000. „Stres jest. On zawsze towarzyszy” – tłumaczy debiutant RMF Caroline Team. „To jest tak naprawdę pierwszy oficjalny start. Zainteresowanie jest duże, są też oczekiwania. Muszę do tego podejść na luzie. To jest wielka przygoda. Ten start to szansa, by nabrać doświadczenia”.

Na zawodników w klasie Cross-Country czeka około 200 kilometrów odcinków specjalnych. Prolog, rozgrywany w sobotę 25 czerwca 2011 roku, składał się będzie z 3 OSów. Pierwszy to zmagania na Wzgórzu Andersa. Dwa kolejne zlokalizowane zostały na terenach wokół Wrocławia.

W niedzielę, 26 czerwca 2011 r., załogi przemieszczą się do Żagania, gdzie rozpocznie się kolejny etap rywalizacji. Meta, będąca jednocześnie finiszem dla klasy Cross-Country została zlokalizowana w Krośnie Odrzańskim.

Po zakończeniu etapu wszystkie załogi zmierzają w okolice Drawska Pomorskiego gdzie w poniedziałek, 27 czerwca 2011 r., zostaną ogłoszone wyniki dla klasy Cross-Country, a pozostałe załogi dalej dzielnie walczyć będą w terenie.

„Życzyłbym sobie przede wszystkim spokoju, rozwagi. Ja chcę przygotowaną trasę przejechać. Dojechać do mety. Zobaczyć, jak to wygląda od czysto rajdowej strony. To jest na pewno zupełnie inaczej niż na treningach. Muszę nabierać doświadczenia, podpatrywać innych” – informuje Adam Małysz.


Rajdowy debiut Adama Małysza [2011-06-21]

Już w najbliższą sobotę we Wrocławiu wystartuje 17. edycja Rajdu Drezno-Wrocław.
25 czerwca o godzinie 11.00 pierwsze załogi rozpoczną rajdową rywalizację. Po raz pierwszy w zawodach, w barwach RMF Caroline Team, wystąpi Adam Małysz.

Wrocław również będzie w tym dniu debiutantem. Po raz pierwszy w historii Rajdu Drezno-Wrocław start zawodów odbędzie się ze stolicy Dolnego Śląska - spod Wzgórza Andersa. Zawodnicy zgromadzą się o godzinie 10.40, by po uroczystym otwarciu Rajdu przez Prezydenta Miasta Wrocławia - Pana Rafała Dutkiewicza wyruszyć na trasę prologu (o godzinie 11.00).

Tradycyjnie jako pierwsi wystartują motocykliści, następnie zawodnicy na quadach, załogi w samochodach i ciężarówkach. Rajd Drezno-Wrocław po raz pierwszy podzielony został na dwie klasy. Klasa Cross-Country zakończy swoją rywalizację w Żaganiu. Pozostałe załogi przeniosą się do Drawska Pomorskiego, gdzie rywalizować będą przez trzy dni. Następnie, w czwartek – 30.06, powrócą do Żagania, a stamtąd do Drezna.

„Pojedziemy z Rafałem Martonem jako tzw. zerówka, czyli samochód, który będzie otwierał rajd” – mówi Adam Małysz. „To będzie mój off-roadowy debiut, ponieważ jest to pierwszy start. Zależy nam na nauczeniu się pewnych procedur i systemów, które są w rajdach terenowych. Na pewno będziemy się starać, mimo że nie będziemy klasyfikowani. To będzie przedsmak przygody, która nas czeka nie tylko na Dakarze, ale także podczas wcześniejszych startów. Cieszę się, że mój rajdowy debiut odbędzie się w Polsce, we Wrocławiu. Przed startem trema oczywiście jest. Kto by nie miał" - podsumowuje Adam Małysz.

Rajd Drezno Wrocław dla Cross-Country zakończy się, po przebyciu około 200 kilometrów, w niedzielę (25.06) w Żaganiu. Pozostali zawodnicy finiszować będą 2 lipca na Moście Augusta w Dreźnie.

Italian Baja 2011 - dzień 3 [2011-03-20]

Założony cel został osiągnięty z nawiązką. Wszystkie załogi na mecie a do tego podium. Łukasz Łaskwiec był pierwszy w klasie quadów (o poj. pow. 450 ccm) załoga Albert Gryszczuk/Rafał Marton zdobyła 7. miejsce a Rafał Płuciennik/Michał Krawczyk zostali sklasyfikowani na 8. pozycji w klasie T2.

Italian Baja Italian Baja

Łoker, który z podium schodził z dwoma pucharami w dłoniach nie krył zadowolenia. „Zwyciężyłem w swojej klasie, jestem trzeci w generalce. Naprawdę bardzo się cieszę” – poinformował z uśmiechem na ustach Łukasz. „Trasa jak dla mnie była zbyt krótka. Lubię jeździć szybkie odcinki, których było tu mało” – podsumował Łoker.

„Jestem bardzo zadowolony! Cel jaki zakładaliśmy przed startem osiągnęliśmy w pełni” - mówił na mecie Albert Gryszczuk – kierowca załogi, która wygrał klasę T2.1 (T2 z silnikiem benzynowym). „Dzisiaj urwaliśmy drugi amortyzator i zamiast walczyć o podium musieliśmy się starać aby dojechać na metę. Wiemy co trzeba poprawić w autach i jest to zawieszenie” – dodał.

Italian Baja Italian Baja

Zawodnicy pokonywali dziś identyczną trasę jak w dniu wczorajszym ale w przeciwnym kierunku. „To nie był trudny odcinek nawigacyjnie. Jednak tak jak mówiłem wczoraj, jazda po tym samym odcinku w przeciwna stronę nie jest ułatwieniem a utrudnieniem”. Bardzo się cieszę z wyniku” – podsumował Rafał Marton, po odebraniu pucharu za zwycięstwo.

Italian Baja Italian Baja

Załoga RMF Caroline Team z numerem 230 także dzisiaj miała przygody na trasie. „Od pewnego momentu jechaliśmy bez wspomagania. Do tej pory czuje to w rękach. Było ciężko szczególnie w ciasnych sekcjach. Daliśmy radę. Jesteśmy na mecie” – powiedział w parku maszyn Rafał Płuciennik.

Italian Baja Italian Baja

Już od jutra w RMF Caroline Team zaczyna się „operacja Tunezja” czyli wielkie przygotowania do kolejnego startu w Pucharze Świata Corss-Country.

Italian Baja 2011 - dzień 2 [2011-03-19]

Tak naprawdę to dziś zaczęło się prawdziwe ściganie na Italian Baja 2011. Po wczorajszym niezbyt wyczerpującym i wymagającym prologu dziś na zawodników czekał etap, który składał się z 4. odcinków specjalnych.

Łoker jest pierwszy i z przewagą 24 sekund wystartuje do jutrzejszego etapu. „Początek trasy bardzo szybki, końcówka bardzo błotna. Na końcu po wyjściu zza łuku wpadało się w głębokie błoto, quada zasysało, mnie całego zarzuciło błotem. Końcówkę odcinka kończyłem bez gogli” - opisuje dzisiejszą trasę Łukasz Łaskawiec.

Nie obyło się bez przygód również w załogach samochodowych RMF Caroline Team. Albert Gryszczuk na czwartym odcinku dzisiejszego etapu urwał amortyzator. „Bardzo fajnie nam się jechało aż do ostatniego OSu gdzie mniej więcej na sześć kilometrów przed metą straciliśmy prawy amortyzator. Oderwał się całkowicie. Cudem dojechaliśmy do mety tracąc niestety około 4 minut. Plan jest wykonany – dojechaliśmy na metę” – opowiada kierowca 5. załogi w klasie T2.

Italian Baja Italian Baja

Rafał Płuciennik stracił prąd w swojej rajdówce. Przyczyną był brak masy. „Na drugim OSie na długiej prostej, przy prędkości około 100 km/h podniosło nam maskę. Na szczęście się nie złamała, nie odfrunęła. Zatrzymaliśmy się, zamknęliśmy i pojechaliśmy dalej. Później w wodzie zalało nam auto, zgasł nam silnik ale udało nam się odpalić. Przez to niestety z dużą stratą przyjechaliśmy na metę” – opowiada o przygodach podczas dzisiejszego etapu Rafał Płuciennik.

Trasa nie była trudna nawigacyjnie, co potwierdzają piloci obu załóg samochodowych. „Jest sporo informacji dodatkowych ustawianych na trasie przez organizatora. Oczywiście doświadczenia z pierwszej pętli procentują, ponieważ możesz dopisać jakieś rzeczy nietypowe: gdzie jest bardziej ślisko, gdzie jest mniej ślisko, gdzie przyciąć a gdzie iść szeroko” – informuje doświadczony pilot Rafał Marton.

Italian Baja Italian Baja

Wszystkie awarie zostały szybko usunięte w strefie serwisowej. Auta odprowadzone do parku maszyn. Zawodnicy przygotowują się do startu do jutrzejszego etapu. Załoga numer 221 ma już opracowaną strategię. „Będziemy starali się walczyć o jak najwyższą pozycję w klasie T2, będziemy starali się wskoczyć wyżej jednocześnie uciekając przed załogą z Rosji, która ma do nas jedną sekundę. Musimy jednocześnie atakować i się bronić” – zdradza z uśmiechem Albert Gryszczuk.

Na zawodników podczas ostatniego dnia pierwszej rundy Pucharu Świata Cross-Country czeka dzisiejszy etap pokonywany w przeciwnym kierunku.

Italian Baja 2011 - dzień 1 [2011-03-18]

Końcówka badań technicznych, krótki odpoczynek i upragniony start. Tak wyglądał pierwszy rajdowy dzień Italian Baja 2011. O 16.00 na trasę wystartowały quady a chwilę po nich walkę na 7. kilometrowym prologu rozpoczęły samochody.

Italian Baja Italian Baja Italian Baja

Na trasę, jako pierwszy z RMF Caroline Team, z numerem 101 wystartował Łukasz Łaskawiec. ”Organizatorzy wycięli nam kawałek trasy. Skrócili ją gdyż miejscami jest dużo wody. Błota także było sporo. Prolog był bardzo krótki. Nie zdążyłem się nawet dobrze rozgrzać a już był koniec odcinka. Dzisiejszy występ oceniam dobrze. Nigdy nie staram się gonić na prologu” – tłumaczył na mecie Łoker, który zakończył dzisiejszy dzień na 4. miejscu.

Italian Baja Italian Baja Italian Baja

Słowa Mistrza Europy potwierdza Albert Gryszczuk. „Dzisiaj zmęczyć się nie było można. Przetestować samochodu też nie. Trzeba to przejechać i taka był taktyka. Było kilka aut, które nie przejechały tego odcinka. My zrobiliśmy swoje” – mówił kierowca załogi z numerem 221, która została sklasyfikowana na 7 pozycji. „Prolog nie jest wykładnią tego co będzie działo się na rajdzie. Jest za krótki. To jest 7 kilometrów w odniesieniu do kilkuset w całych zawodach. Jeżeli wszystkie trasy na odcinkach będą tak śliskie, tak błotniste i tak mokre jak na prologu to będzie na pewno ciekawie. Głównym zadaniem wszystkich załóg będzie wtedy utrzymać się na trasie, nie urwać koła, nie znaleźć się na dachu a nie przejechać trasę jak najszybciej” – ocenia Rafał Marton.

Italian Baja Italian Baja Italian Baja

Italian Baja to także debiut Michał Krawczyka w roli pilota Rafała Płuciennika. Co-driver RMF Caroline Team bardzo chwalił swojego kierowcę po pierwszych rajdowych kilometrach. „Złoty kierowca. Słucha wszystkiego co mu powiem. Nawet zwolnił jak mu powiedziałem co nie często się zdarza” – opowiadał na gorąco zadowolony pilot.

Italian Baja Italian Baja

Jutro start do pierwszego etapu, który będzie składał się z dwóch odcinków o łącznej długości 200 kilometrów.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 8 [2010-07-03]

Zakończył się XVI Rajd Drezno-Wrocław. Zawodnicy pokonali prawie 1500 kilometrów odcinków specjalnych po bezdrożach Niemiec i Polski. O miano najlepszych w Europie walczyła międzynarodowa czołówka. RMF Caroline Team, ponownie jak przed rokiem, stanął na podium tego prestiżowego rajdu. W klasyfikacji Teamów zajął 3. miejsce. W zawodach startowało 28 drużyn.

"Jesteśmy na mecie. Startowaliśmy w 5. załóg. Ta edycja była bardzo ciężka. Nasze samochody są już bardzo wysłużone. Mechanicy walczyli przez osiem dni i nocy, żebyśmy dojeżdżali do mety. Startowało 360 załóg. To jest czołówka europejska. Mnóstwo silnych i mocnych drużyn. To Drezno dużo nas nauczyło i nabyliśmy kolejnego doświadczenia, które na pewno zaprocentuje" – powiedział po ostatnim odcinku specjalnym Rafał Płuciennik, kierowca RMF Caroline Team.

"Ta edycja znacząco różniła się od poprzednich. Było dużo bardziej sucho niż w poprzednich latach. Rok temu było bardzo mokro. Elementy przeprawowe nie stanowiły dla nas problemu. Przebijaliśmy się do przodu. To co traciliśmy na błędach nawigacyjnych czy awariach nadrabialiśmy na przeprawach. W tym roku ciężkich przepraw było bardzo niewiele. Nie było gdzie nadrobić tego co się straciło poprzez awarie" – porównał trzy ostatnie edycje Rajdu Drezno-Wrocław zawodnik RMF Caroline Team.

Na 28. sklasyfikowanych drużyn 3. miejsce na podium przypadło RMF Caroline Team. To niewątpliwy sukces. "Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi z kolejnego podium na Drezno-Wrocław. Na to, że jesteśmy tak wysoko złożyło się wiele czynników. Na to miejsce pracowali mechanicy, serwisanci, logistycy, Partnerzy i zawodnicy. Dzięki ich pracy na najwyższych obrotach oraz wsparciu technicznemu Findera czy Loctite mogliśmy po raz kolejny świętować sukces na największym rajdzie off-roadowym w Europie" – podsumował zmagania w edycji 2010 twórca RMF Caroline Team.

Sezon jeszcze trwa. RMF Caroline Team już teraz przygotowuje się do kolejnych zmagań na bezdrożach i walki w terenie.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 7 [2010-07-02]

W piątek, 2 lipca 2010 r., zawodnicy mają za sobą 7 dni walki w terenie, ponad tysiąc kilometrów odcinków specjalnych, pokonane rzeki, błota i gryzący kurz. Na twarzach nie ma jednak grymasu niezadowolenia, a jeśli taki się pojawia, znika równie szybko jak powstał. Do mety pozostało już niewiele. W sobotę ostatni etap off-roadowego maratonu.

"Pierwszy dzisiejszy etap miał 60 kilometrów. Był bardzo szybki, piaszczysty. Nie obyło się bez przepraw wodnych. Jedna mniej wymagająca, dwie bardziej wymagające. W tej drugiej mieliśmy trochę szczęścia. Padła nam wyciągarka i z wody wyszarpała nas ciężarówka. Poziom wody był taki, że miałem ją do szyi. Odcinek powrotny do tego etapu został odwołany z powodu ugrzęźnięcia dużej ilości aut na jednej z przepraw" – opowiadał o przygodach na trasie Przemysław Niemyski, kierowca RMF Caroline Team.

"Etap drugi – też sympatyczny – 40 kilometrów po torowisku. Po prostu taka tarka, jak byśmy byli u praczki. Niesamowicie szybko jechaliśmy. Do tej pory czujemy jakby się nam odrywały wszystkie wnętrzności. Myślę, że wyprzedziliśmy dziś około 60 załóg a nas nikt nie wyprzedził. Nie wiem jak to się dzieje, ale … Auto wytrzymało, jedynie tłumik zakończył swój żywot. Do jutrzejszego etapu na pewno wystartujemy pełni sił" – podsumował dzień pełen atrakcji kierowca załogi numer 218.

W sobotę, 3 lipca, ostatni dzień Rajdu. Załogi będą miały do pokonania trzy, dosyć długie piaszczyste pętle.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 6 [2010-07-01]

Hannibal pokonany. Hannibal zdobyty. Nielicznym załogom udało się dotrzeć na metę dzisiejszego etapu przed północą. Wielu zawodnikom zajmie to jeszcze wiele godzin. W chwili obecnej – północ – w bazie są dwie załogi RMF Caroline Team. Pozostałe trzy walczą jeszcze na trasie czwartego OSu. Widać ich na naszym systemie Finder. Za około 3 godziny powinni być w bazie.

"Dzisiaj mieliśmy do przejechania około 550 km. Było to podzielone na cztery etapy z dojazdówkami. Pierwsze trzy poszły nam bardzo dobrze i dynamicznie. Te OSy były szybkie a jeden bardzo techniczny. Potem był transfer i najdłuższy odcinek, na którym na niektórych prostych szutrowych jeździliśmy 130-140 km/h" – powiedział na mecie Rafał Płuciennik. "Mamy problem z samochodem. Na jednej z dzisiejszych przepraw wodnych przejechały obok mnie trzy wielkie ciężarówki i zalazły nam samochód. Całe auto było pod wodą. Prawdopodobnie do silnika dostała się woda. Serwis za chwilę bierze się do roboty. Do rana zostanie wymieniony cały silnik" – opowiada o dzisiejszym etapie kierowca załogi RMF Caroline Team.

"Na jednej z rzek zobaczyliśmy zalanych kolegów. Stwierdziliśmy, że jesteśmy jednym Teamem, jedną rodziną i razem pokonaliśmy tą przeprawę wyciągając Rafała i Maurycego z wody" – relacjonuje Mariusz „Mario” Dziurleja. "Potem ciągnęliśmy ich po trasie około 10 km. Niestety ugotowaliśmy most i musieliśmy zostawić naszą załogę" – dodaje pilot RMF Caroline Team. "Do mety dociągnęła nas załoga z Francji. Mamy zaliczony dzisiejszy dzień. Naprawiamy się i jutro jedziemy dalej" – zapowiada twórca RMF Caroline Team.

W piątek na zawodników czekają zmagania na piaszczystych terenach, ogromnych nasypach oraz przeprawa przez rzekę w Żaganiu.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 5 [2010-06-30]

Dzień piąty na Drezno-Wrocław 2010 to dwa odcinki specjalne o łącznej długości 120 km oraz transfer do campu w okolicy miejscowości Okonek. Wszystkie załogi RMF Caroline Team zameldowały się na mecie z dobrym czasem.

"Dzisiejszy etap składał się z dwóch OSów o długości 70 km i 50 km. Był stosunkowo łatwy mimo, że było kilka przepraw godnych uwagi. Zakończył się dla nas sukcesem. Dojechaliśmy etap do końca bez awarii. Trasa, w porównaniu z poprzednimi dniami, była mniej wymagająca. Był to taki okres odpoczynku przed jutrzejszym morderczym etapem" – mówił, na linii mety dzisiejszych zmagań, Sławek Gajewski - pilot RMF Caroline Team.

Zawodnicy po krótkiej regeneracji w obozie przygotowują się do Hannibala –najbardziej wymagającego etapu Drezno-Wrocław. "Jutrzejszy etap składa się z pięciu OSów. W sumie ma 550 km z czego 250 km to odcinki specjalne. Jeżeli chodzi o trudności przeprawowe, nawigacyjne czy przeprawy wodne będzie to najtrudniejszy etap" – mówił w trakcie przygotowywania roadbooka pilot załogi nr 237.

Już w czwartek najtrudniejszy etap na XVI Rajdzie Drezno-Wrocław. Przed zawodnikami "podróż po bezdrożach" z północy na południe kraju. "My damy radę! Najważniejsze, żeby sprzęt pozwolił walczyć" – dodał po odprawie Sławek Gajewski, zawodnik RMF Caroline Team.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 4 [2010-06-29]

Czwarty dzień zmagań w rajdzie Drezno-Wrocław przyniósł kolejne wyzwania. Zawodnicy pokonywali brody wodne, błotne przeprawy, zdradliwe bagienka i piaszczyste długie proste.

"Za nami kolejny etap Rajdu. Mamy wszyscy w płucach straszne ilości kurzu. Zjechaliśmy do bazy jakieś 8, może 10 km przed metą. Wysypało nam się auto. Padło nam wspomaganie. Jutro pojedziemy! Mechanicy walczą. Autko będzie gotowe!" – mówił po zakończeniu walki na trasie Rafał Płuciennik. "Masakryczne sytuacje były dzisiaj na trasie. Bardzo ciężkie przeprawy. Z ponad 60 metrów liny zostało nam może dziesięć. Zaklinowało nam się auto. Maurycy, mój pilot, wszedł na 6 metrowe drzewo, przypiął linę u góry i podnosiliśmy auto niemal w pionie" – dodał kierowca załogi RMF Caroline Team, startującej w Drezno-Wrocław z numerem 236.

Jutro na zawodników czeka bardzo ważny etap, którego wyniki będą decydowały o kolejności startu do najdłuższego etapu, który rozpocznie się w czwartek.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 3 [2010-06-28]

Witajcie w Polsce! Witajcie w piekle! Lejący się z nieba żar, 35 stopni na termometrach, gryzący pył, utrudniający oddychanie piasek, ponad 200. kilometrów odcinka specjalnego i kilkanaście godzin walki na trasie – tak wyglądał pierwszy polski odcinek XVI Rajdu Drezno-Wrocław.

"Dzisiejszy etap był bardzo skomplikowany nawigacyjnie. Rzeczywiście pilot ma co robić. Wszystkie muldy, które w poprzednich edycjach tego Rajdu były łagodne i mokre teraz wyglądają jak zasklepiony piach, jak skały, które dosłownie przecinają opony. Ja na szczęście przejechałem dzisiejszy etap bez awarii. Widziałem po drodze u kolegów: pokrzywione felgi, porozcinane opony, pourywane zawieszenia … Kurz, który wchodzi dosłownie wszędzie: do nosa, do uszu. Otwieramy usta, które po chwili są pełne piachu. Jeździmy w maskach, jednak piach non stop zgrzyta w zębach." – opowiadał o trudach dzisiejszego odcinka Mirek Kozioł, kierowca RMF Caroline Team.

Auto Rafała Płuciennika uległo dziś awarii na trasie. Mimo trzykrotnej próby usterki nie udało się usunąć. "Mamy zamontowany system Finder. Dzięki temu możecie Państwo śledzić nasze poczynania na trasie. Nasi serwisanci także widzą na ekranie komputera jak się przemieszczamy i czy potrzebujemy pomocy. Mechanicy dotarli dziś do nas błyskawicznie mimo, że znajdowaliśmy się na poligonie, w lesie" – mówił w campie Rafał Płuciennik.

Noc należeć będzie do serwisantów. Mimo późnej pory w bazie rajdu słychać pracujące agregaty i widać krzątających się mechaników. Jutro przed zawodnikami kolejne wyzwania na poligonie w okolicach Recza. Na załogi czekają zmagania na ponad 150 km etapie.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 2 [2010-06-27]

Drugi dzień Rajdu Drezno-Wrocław to dwa odcinki specjalne. Pierwszy, rozgrywany w okolicach Drezna - to powtórka z pierwszego dnia zmagań; drugi to OS na terenach kopalni odkrywkowej w Lipsku. Zawodnicy RMF Caroline Team poradzili sobie z przygotowanymi trudnościami.

"Pierwszy odcinek pokonaliśmy bardzo szybko. Nie sprawił nam dużych trudności. Jesteśmy zadowoleni z wykręconego czasu" – powiedział na mecie pierwszego OSu Rafał Płuciennik.

Lipsk, tradycyjnie przywitał zawodników upalną pogodą. To mogło wróżyć tylko jedno. "Miejscami była bardzo słaba widoczność. Dochodziła wielokrotnie do zera. Spodziewałem się tego. Jechałem w tym miejscu nie raz i wiem, że przejazd autem po kopalni przy takich warunkach pogodowych wiąże się z tumanami kurzu. Na trasie trzeba było wielokrotnie czekać, aż opadnie kopalniany pył uniesiony przez pędzące samochody. Dopiero wtedy można było kontynuować jazdę".

W klasyfikacji generalnej po 2. dniach rajdu, jadący w barwach RMF Caroline Team, Przemysław Niemyjski zajmuje 1. miejsce.

Dziś zaczyna się wielkie ściganie na terenach polskich poligonów. Poniedziałkowy etap według informacji Organizatorów ma długość 200 kilometrów.

Drezno-Wrocław 2010 - dzień 1 [2010-06-26]

Wystartował XVI Rajd Drezno-Wrocław. Ponad trzysta załóg z różnych zakątków Europy stanęło na starcie do off-roadowych zmagań. Motocykliści, zawodnicy na quadach, załogi w samochodach i ciężarówkach miały dziś do pokonania prolog i odcinek specjalny na piaskowni.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

Prolog polegał na pokonaniu kilku pętli na specjalnie przygotowanym torze w jak najlepszym czasie. Na terenach dawnej fabryki w Dreźnie zawodnicy walczyli z muldami, wodą i dość stromymi podjazdami. „W kilku wąskich miejscach na prologu tworzyły się dziś korki. W momencie gdy właśnie tam grzęzło jedno z aut za nim ustawiała się kolejka. Trzeba było czasami czekać po kilkanaście minut” – opisywał trasę prologu Aleksander Fazi Szandrowski.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

Drugi dzisiejszy odcinek to piaskownia pod Dreznem. „Dosyć ciekawy OS. Trochę piasku, dużo zjazdów, jazda na roadbooka. Udało nam się zaliczyć wszystkie punkty kontrolne. Wykręciliśmy dobry czas. Jesteśmy bardzo zadowoleni po dzisiejszym dniu” – dodał na mecie odcinka specjalnego kierowca RMF Caroline Team.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

Jutro zawodników czeka ponowna walka w piasku, transport do Lipska oraz odcinek specjalny na terenie kopalni odkrywkowej.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

RMF Caroline Team gotowy do startu w Drezno-Wrocław [2010-06-25]

RMF Caroline Team gotowy do startu w Drezno-Wrocław

XVI Rajd Drezno-Wrocław zapowiada się imponująco. 360 załóg, 1400 kilometrów odcinków specjalnych, 7 dni wielkiego ścigania po bezdrożach. W międzynarodowej stawce wystąpi aż 5 załóg w barwach RMF Caroline Team. Zdobywcy 1. miejsca w klasyfikacji Teamów w edycji 2009 zapowiadają walkę o cenne sekundy na każdym metrze odcinka specjalnego.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

Dziś odbyły się badania techniczne pojazdów startujących w "Małym Dakarze". Serwisanci dokonują ostatnich poprawek w samochodach. "Chcielibyśmy powtórzyć nasz wynik z ubiegłego roku i ponownie stanąć na najwyższym stopniu podium w klasyfikacji Teamów. Nasze auta są trochę bardziej zmęczone niż przed rokiem. Nasi mechanicy dołożyli wszelkich starań by były gotowe do jazdy" – mówi Rafał Płuciennik. "Jutro zaczyna się prawdziwy rajd. Są dwa odcinki prologu. Od niedzieli zacznie się mocne ściganie. Przenosimy się do Lipska. Tam na terenie piaskowni jest trudny odcinek specjalny. Potem jedziemy do Polski a tam ponad 1000 km OeSów, kilka dni ścigania. Cieszymy się, że tu jesteśmy i na pewno będziemy mocno walczyć" – dodaje twórca a jednocześnie kierowca RMF Caroline Team.

Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław Drezno - Wrocław

"Będziemy bardzo mocno trzymać kciuki za nasze załogi i dopingować z całych sił" – powiedziała Ania Zgódka, reprezentująca jednego z Partnerów – firmę Loctite.

Caroline Team na piaskach Jury Krakowsko-Częstochowskiej [2010-06-18]

Już za 10 dni odbędzie się XVI Rajd Drezno-Wrocław. W największej przeprawowej przygodzie w Europie, w której do pokonania będzie ponad 1.400 kilometrów tras, wystartuje ponad 350 załóg. W międzynarodowej stawce zawodników o najwyższe laury walczyć będzie RMF Caroline Team.

"Aby jak najlepiej przygotować się do startu w tym rajdzie postanowiliśmy przetestować nasz sprzęt. Wybraliśmy tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej ze względu na dość duże zróżnicowanie terenu. W ostatniej edycji rajdu zdobyliśmy 1. miejsce w klasyfikacji Teamów. Chcielibyśmy ten wynik w tym roku powtórzyć" – powiedział Rafał Płuciennik.

Mały Dakar Mały Dakar Mały Dakar

"Drezno-Wrocław to bardzo wymagający rajd. Tydzień walki na bezdrożach, tysiące przejechanych kilometrów OSowych, kurz, błoto i piach, kilkuset kilometrowy Hannibal, na którego przebycie zawodnicy będą mieli jeden dzień … a wszystko zakończone metą tuż za rzeką Kwisą. Będzie ciężko" – zapowiedział Albert Gryszczuk.

Mały Dakar Mały Dakar Mały Dakar

Pod okiem zawodników RMF Caroline Team kolejne off-roadowe szlify zbierali: Ania Dereszowska, Piotr Grabowski, Piotr Zelt, Tadeusz Sołtys, Marta Grzywacz i Piotr Jaworski. Na pustyni Siedlec przygotowywali się na RMF Morocco Challenge. "Cieszę się z każdej możliwości prowadzenia terenówki – dlatego jestem dziś tutaj. Wraz z Piotrem jeździmy w piaszczystym terenie aby jak najlepiej przygotować się do zmagań w Maroku. Choć jak twierdzą znawcy, pustynny piasek jest zupełnie inny, to możliwość jazdy w takim terenie na pewno pozwoli nam lepiej przemierzać afrykańskie szlaki" – mówiła rozpromieniona Ania Dereszowska.

Mały Dakar Mały Dakar Mały Dakar

Testy RMF Caroline Team przed zbliżającym się "Małym Dakarem" były także okazją do spotkania się Partnerów zespołu. "Jesteśmy bardzo zadowoleni z dzisiejszego dnia. Dużo zyskaliśmy mogąc przetestować auta i dopracować ustawienia. Jesteśmy gotowi!" – podsumował pracowity i pełen wrażeń dzień Aleksander Fazi Szandrowski.

Baja Gothica 2010 - Dzień drugi [2010-04-25]

Drugi występ w tym sezonie – drugi raz na pudle. Załogi RMF Caroline Team wywalczyły dwa miejsca na podium w Baja Gothica 2010. Aleksander Fazi Szandrowski i Przemysław Niemyjski uplasowali się na 2. pozycji a duet Rafał Płuciennik/Maurycy Wolny zdobył 3. miejsce. Niesamowitych emocji dostarczył aktorski duet, startujący w barwach RMF Caroline Team, Ania Dereszowska/Daria Widawska, które podczas niedzielnej rywalizacji zajęły 8. lokatę.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

W drugim dniu walki na pętlach Baja Gothica, pech nadal prześladował zawodników. W aucie Faziego pękł wąż doprowadzający wodę do chłodnicy. Jednak szybka i sprawna naprawa na trasie uchroniła załogę przed przegrzaniem auta i umożliwiła kontynuowanie rajdu. „Jechało nam się dziś bardzo dobrze. Chcieliśmy przede wszystkim utrzymać dobra 2. pozycję. Bardzo lubię jeździć szybko. Taka formuła rajdu bardzo mi odpowiada” – powiedział na mecie wyraźnie zadowolony Aleksander Fazi Szandrowski, zdobywca 2. miejsca na podium w swojej klasie.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Rafał Płuciennik, podobnie jak wczoraj urwał koło. Zdążył jednak wykonać kilka pętli w bardzo dobrym czasie, co pozwoliło na awans w klasie CXC-A. „Kolejne awaria na trasie. Drugie w ciągu dwóch dni urwane koło. Musimy teraz działać by auto było sprawne na kolejny rajd. Cieszy mnie postawa dziewczyn. To co dziś pokazały to było coś niesamowitego. Są po prostu fantastyczne” – chwalił aktorski duet twórca RMF Caroline Team.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

„To był mój off-roadowy debiut. Wiem już, że jeśli będę miała kolejną możliwość takiej rywalizacji, na pewno wezmę w niej udział. Atmosfera w Teamie i na trasie była rewelacyjna” – powiedziała z uśmiechem na twarzy Ania Dereszowska. „Jechało nam się cudownie. W połowie się zmieniłyśmy. Taka jazda daje olbrzymia frajdę. Widziałam to także po Ani. Ona dziś połknęła off-roadowego bakcyla” – dodała na mecie rozpromieniona Daria Widawska.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Baja Gothica 2010 - Dzień pierwszy [2010-04-24]

Sobota, (24.04.2010 r.) była pierwszym dniem poważnego ścigania na off-roadowych trasach Baja Gothica. Zawodnicy RMF Caroline Team okazali hart ducha i mimo nękających ich sprzęt awarii, dotarli na metę w czołówce.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Na początek Organizatorzy „wypuścili” na trasę motocykle i quady. Tuż po nich dość zróżnicowane odcinki, ze startu równoległego, zaczęły przemierzać samochody. Off-roadowa trasa, wyznaczona w większości na nieużytkach wokół terenów Aeroklubu Toruńskiego, obfitowała w kopny piach, długie i bardzo szerokie proste oraz leśne dukty.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

„Jechało nam się bardzo dobrze, jednak z winny komputera na długich prostych nie mogłem przekraczać prędkości 120 km/h. Mimo to udało się wyprzedzić kilka załóg. Rajd się jeszcze nie skończył. Zamierzamy walczyć o zwycięstwo do końca” – powiedział na mecie dzisiejszego OSu Aleksander Fazi Szandrowski. „Jutrzejszy etap przyniesie końcowe rozstrzygnięcia” – dodał zdobywca 2. lokaty w swojej klasie.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Sławek Gajewski, ma w bezpośredniej rywalizacji do pokonania m. in. uczestników Dakaru. Rafał Płuciennik, urwał koło w swojej rajdówce i to właśnie ta awaria uniemożliwiła mu zdobycie podium na półmetku Baja Gothica. „Niestety, nie mogliśmy walczyć do końca na dzisiejszym etapie. Auto jest już ściągnięte na bazę. Mechanicy zabrali się do pracy i z prognoz wynika, że będę mógł wystartować w dniu jutrzejszym” – podsumował dzisiejsze zmagania twórca RMF Caroline Team.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

W campie serwisanci usuwają awarie, robią bieżące przeglądy i przygotowują samochody do jutrzejszej rywalizacji. W niedzielę, na trasę w barwach Carolinek wyjadą Daria Widawska i Ania Dereszowska. „Nie mogę się doczekać startu. Chcę kolejny raz poczuć to wspaniałe uczucie …” – stwierdziła aktorka, uczestniczka RMF Morocco Challenge.

Przygotowania Caroline Team do Baja Gothica 2010 [2010-04-23]

Od czwartku (22.04.2010) na obszernych terenach Aeroklubu Toruńskiego, niedaleko Moto Areny powstawało off-roadowe obozowisko. To właśnie na to miejsce ściągali żądni wrażeń i walki w terenie zawodnicy. RMF Caroline Team po raz kolejny ustanowił niedościgniony rekord. W campie Carolinek było wszystko o czym marzyli pasjonaci i kibice tego sportu.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Balony, standy, wielki na kilkadziesiąt osób namiot, słupy reklamowe, flagi to wszystko w barwach Teamu mogło przyprawić o zawrót głowy. Profesjonalna naczepa serwisowa, ze stanowiskami do obsługi trzech aut, szafy narzędziowe, magazyn chemii motoryzacyjnej i terenowe auta, przy których uwijali się mechanicy - musiało się podobać. „To jest fantastyczne - możliwość obejrzenia zaplecza i samego off-roadu od kuchni. Można zobaczyć i dotknąć auta terenowe, które na co dzień biorą udział w rajdach. Rozmawiałem z zawodnikami, serwisantami, dowiedziałem się o kilku interesujących rozwiązaniach. Teraz z niecierpliwością czekam na wieczór, kiedy to na tym dużym ekranie wyświetlane będą filmy z zawodów” – powiedział Marek, jeden z odwiedzających camp RMF Caroline Team.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

W piątek wieczorem, po zachodzie słońca, na seans filmów off-roadowych z udziałem RMF Caroline Team, zeszli się niemal wszyscy zawodnicy z całej bazy. Załogi, które przybyły, zgodnie twierdziły, że takiego „letniego kina” na kilkudziesięciometrowym ekranie jeszcze nie było. Wspominanie wspólnych rajdowych przeżyć nie miało końca.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

Sobota, jest pierwszym dniem zmagań na Baja Gothica 2010. Za kierownicą terenówek RMF Caroline Team zasiądą: Rafał Płuciennik, Aleksander Fazi Szandrowski, Przemysław Niemyjski i Tomasz Szarzec. Już dziś okaże się kto i jak przygotował się do walki na bezdrożach pod Toruniem.

Walka w piasku na Baja Gothica [2010-04-21]

W sobotę i niedzielę (24-25 kwietnia 2010 r.) na piaszczystych trasach rozegrana zostanie Baja Gothica. Będzie to międzynarodowa rywalizacja motocyklistów, kierowców quadów i załóg samochodowych na pętlach o długości 70 km. Trasa ta, to terenowe ściganie bez przepraw typu Trophy. RMF Caroline Team wystawi 4 załogi, w tym aktorski duet.

W barwach RMF Caroline Team na „dakarowych” odcinkach w okolicach Torunia walczyć będą: Rafał Płuciennik z pilotem Maurycym Wolnym, Aleksander Fazi Szandrowski ze Sławkiem Gajewskim oraz Mirek Kozioł z Dawidem Wawrzko na prawym fotelu. W sobotę piaszczyste odcinki pokonywać będą Marek Blaszkowicz/Tomasz Szarzec. Niedziela należeć będzie do przesympatycznego żeńskiego, aktorskiego duetu: Darii Widawskiej i Anny Dereszowskiej.

W czasie Transgothica Maraton 2009 jeden z odcinków specjalnych prowadził po poligonie artyleryjskim, „pełnym piaszczystego, typowo pustynnego podłoża". Z informacji Organizatorów wynika, że Baja Gothica będzie podobna. Ten OS załogi RMF Caroline Team pokonały rewelacyjnie. W klasie Cross-Country: Fazi był 2., a w – Trophy: Marek Schwarz zajął 1. miejsce, Rafał Płuciennik zdobył 2. pozycję a Mirek Kozioł był 5. „Trasa jest szybka i do takich musimy się przyzwyczajać. Jak w każdym starcie walczymy o jak najlepszą pozycję a jak będzie? Zobaczymy. Mamy nadzieję, że uda nam się powtórzyć sukces z Transgothicy” – powiedział Rafał Płuciennik. „Myślę, że najważniejsze w Baja Gothica to dobra nawigacja oraz sprawne, mocne i szybkie auto. To zdecyduje o sukcesie” – dodał twórca RMF Caroline Team.

Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010 Baja Gothica 2010

W niedzielę będziemy mogli podziwiać rywalizację gwiazd. Mowa tu nie tylko o najlepszych zawodnikach off-roadowych ale także, a może przede wszystkim, o postaciach z dużego ekranu. Daria Widawska i Anna Dereszowska zasiądą za sterami samochodu, którym Piotr Zelt w niedawno zakończonym Memoriale Karoliny w ramach Great Escape Rally zdobył 3. miejsce. „Daria i Ania to bardzo dobrzy kierowcy i przesympatyczne Dziewczyny. Takimi ludźmi chcemy się otaczać. Wystarczyło kilka jazd testowych i wiedzieliśmy, że muszą wystartować w Baja Gothica” – zachwala aktorski duet Rafał Płuciennik. „

Piach i szybkie odcinki, to coś jak RMF Morocco Challenge. Mam nadzieję, że zdobyte tam doświadczenie pomoże nam i bardzo sprawnie pokonamy przygotowaną trasę. Nie siła a umysł i spryt mają tu duże znaczenie. O tym przekonałam się na pustyni. To będzie nasz atut” – zapewniła Daria Widawska.

RMF Caroline Team już w czwartek przybędzie do Torunia. W bazie rajdu powstanie off-roadowe obozowisko. „W przeddzień startu, w piątek 23.04.2010 będzie możliwość spotkania wszystkich uczestników podczas badań kontrolnych pojazdów w parku maszyn na terenie Motoareny. Miejsca dla obserwatorów zainteresowanych wyścigiem zostaną wyznaczone w pobliżu mostu Popiołowego w Toruniu” – informuje Viola Derengowska - Organizator Baja Gothica. Jasiek Nałęcz – RMF Caroline Team

RMF Caroline Team - na podbój Dakaru. [2010-04-08]

RMF Caroline Team, największy off-roadowy team w Polsce, który na swoim koncie ma wiele zwycięstw oraz miejsc w ścisłej czołówce w rajdach przeprawowych postanowił pokazać klasę w cross-country, przygotować zespół, zbudować nowe samochody i zawojować Dakar.

RMF Caroline Team sekcja cross-country to docelowo cztery polskie duety, zasiadające w nowych autach - zbudowanych na bazie Porsche Cayenne S. „Dakarowe potwory”, z benzynowymi silnikami 4.8 l o mocy 385 KM, zostaną stworzone zgodnie ze specyfikacją klasy T2, „czyli pojazdów „fabrycznych”, które są obecnie najbardziej preferowane przez FIA – mówi Rafał Płuciennik. „Chcielibyśmy wystartować nimi w trzech kolejnych edycjach Dakaru. Teraz czeka nas dużo pracy, w 2011 roku pierwsze starty testowe, a potem upragniony Dakar” – dodaje twórca RMF Caroline Team.

Zanim jednak Porsche Cayenne pojawi się na trasach Dakaru, zawodnicy RMF Caroline Team planują starty w Pucharze Świata (FIA). „Mamy kontrakt z Porsche, strategicznego sponsora – firmę Loctite, a także wsparcie najsilniejszego radia i portalu w Polsce – RMF FM i Onet.pl. Nie bez znaczenia dla nas pozostaje wsparcie liderów w swoich branżach, firm Cinema City i Campus” – ujawnia Rafał Płuciennik.

„Wracam na Dakar! – nie kryje radości Albert Gryszczuk. Odkąd poznałem smak tego rajdu, uczestnictwo w nim jest dla mnie jedynym celem w mojej sportowej karierze” – dodaje uczestnik afrykańskich zmagań.

Więcej szczegółów znajdziecie na stronie www.carolineteam.pl. Oficjalna prezentacja Teamu oraz samochodów odbędzie się we wrześniu. Niespodzianek nie zabraknie …