22 września 2020

Pasjonatka gotowania, non fiction i miłośniczka zwierząt.

Kobieta, przed którą wszelkie niuanse funkcjonowania dmuchanego świata nie mają tajemnic. Pasjonatka gotowania w nurcie eko oraz przemierzania świata za pomocą dwóch kółek. Wielbicielka oraz posiadaczka zwierzaków, która nawet na terenie Poltentu ma swojego pierzastego ulubieńca. Zaczytana w literaturze non fiction, zawsze uśmiechnięta i skora do pomocy. Taka właśnie jest Ola, nasza wrześniowa bohaterka kalendarza #ludziezpasją.

Pan Balon: Witaj Olu, można śmiało stwierdzić, że ten miesiąc należy do Ciebie! Co Ty na to?

Ola: Dzień dobry Panie Balonie. A ja na to, że jak każdy (śmiech).

PB: Przebojowa, zawsze uśmiechnięta oraz skora do pomocy. Jak to robisz?

O: Myślę, że wiele zależy od naszego nastawienia. Jeśli wstaniesz rano i pomyślisz sobie "to będzie dobry dzień", niezależnie od okoliczności, tak właśnie będzie. I na odwrót oczywiście. Dlatego, po co być złej myśli, skoro można być dobrej. To chyba cała tajemnica.

PB: Skąd czerpać energię, by na co dzień tryskać takim entuzjazmem?

O: Myślę, że każdy z nas ma na to swój własny sposób. Mój jest dość prosty, uwielbiam jeść! Jeśli zapytasz mnie, jakie mam hobby, odpowiem, że jem (śmiech). Dodatkowo dużo śpiewam w samochodzie, gdy jadę do pracy :) Nieraz zwraca to uwagę innych uczestników ruchu drogowego, ale jednocześnie pozytywnie nastraja. Polecam, Ola Reclik.

PB: Podobno każdy lubi śpiewać w samochodzie, ale nie każdy się przyznaje (śmiech). A wracając do gotowania. Lubisz to robić, czy wolisz skupić się na jedzeniu?

O: Zdecydowanie preferuję połączenie jednego z drugim. Zwłaszcza że kuchnia to mój żywioł. Gotowanie sprawia mi wielką frajdę, szczególnie jeśli przekonuję domowników do kuchni roślinnej. Od jakiegoś czasu smalec z fasoli na stałe zagościł w rodzinnym menu, co traktuję jak mój osobisty sukces.

PB: Twoje ulubione danie?

O: Zdecydowanie curry z warzywami i mleczkiem kokosowym, ale jeżeli daniem jest też słodki wypiek, to beza z owocami wychodzi mi najlepiej.

PB: Brzmi pysznie. Czemu akurat kuchnia roślinna? Z uwagi na walory smakowe, zdrowotne czy może jakieś inne wartości dodane?

O: Łącze kuchnię roślinną z produktami pochodzenia zwierzęcego i jest to mój w pełni świadomy wybór. Uważam, że zjadanie zwierząt nie jest konieczne, a wyeliminowanie jakiegoś składnika z codziennej diety daje kulinarne pole do popisu :)

PB: Oprócz tego słyszałem, że jesteś wielbicielką zwierząt?

O: To prawda. Jestem miłośniczką zwierząt, na razie mam tylko 2 koty i psa, ale gdybym tylko mogła zaopiekowałabym się każdym stworzeniem.

PB: A książki? Podobno to kolejna Twoja wielka pasja?

O: Moją największą pasją jest zdecydowanie jedzenie, gotowanie i czytanie, niekoniecznie w tym samym czasie i w tej kolejności (śmiech). Czytam głównie non fiction. Literatura faktu poszerza horyzonty i to zdecydowanie jej zaleta, jednak ma jeden poważny mankament – najczęściej porusza trudne tematy, a to bardzo przygnębiające.

PB: Po takiej trudnej lekturze dobrze oderwać się od poruszanej tam tematyki. Masz na to jakiś sposób?

O: W wolnej chwili jeżdżę na rowerze i jest to moim zdaniem najprzyjemniejsza forma zwiedzania okolicy oraz idealny środek transportu na wakacjach. Do tego pomaga się zresetować po trudnej lekturze.

PB: Doskonale. A powiedz Olu, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Poltentem?

O: Pracę w Poltencie zaczęłam 3 lata temu w dziale księgowym. W sumie zupełnie przypadkowo akurat tworzono nowe stanowisko pracy, a ja kończyłam studia, więc Poltent i ja spotkaliśmy się w połowie drogi. Moja praca obejmuje całą papierkową robotę związaną ze sprzedażą, zakupem, produkcją i funkcjonowaniem poltentowego dmuchanego świata.

PB: Brzmi ciekawie i jednocześnie bardzo odpowiedzialnie.

O: À propos odpowiedzialności... (śmiech) W pierwszych dniach pracy udało mi się zaskoczyć kilku pracowników, gdy nie znaleźli swoich nazwisk na listach obecności. Drukarka odmówiła współpracy i pominęła kilka kartek w wydruku, a pracownicy wystraszeni pytali, czy właśnie zostali zwolnieni (śmiech). Chyba nie zrobiłam na nich dobrego pierwszego wrażenia.

PB: Na pewno było ono piorunujące (śmiech) No, ale to nie Twoja wina, zawiodła drukarka i tego się trzymajmy (śmiech). Nie wpłynęło to chyba jakoś znacząco na atmosferę w pracy?

O: Nie, oczywiście, że nie. Obróciliśmy to w żart. Atmosfera w Poltencie niezależnie od okoliczności jest zawsze bardzo przyjemna.

PB: Przyjemna? To znaczy, jaka konkretnie?

O: Przede wszystkim przyjazna. Jesteśmy dla siebie uprzejmi, życzliwi i wzajemnie sobie pomagamy. Jest także sprzyjająca rozwojowi. Wciąż uczę się czegoś nowego i mogę na spokojnie i bez presji, skupić się na nowym zagadnieniu.

Jest też pełna współpracy. Wszyscy traktujemy swoje obowiązki serio i praca każdego z nas jest tak samo ważna i niezbędna do prawidłowego funkcjonowania firmy.

PB: To bardzo ważne co powiedziałaś - praca każdego jest tak samo ważna i niezbędna. Twoje ulubione poltentowe produkty to?

Ola: Do niedawna powiedziałabym, że windyman, bo zwraca uwagę. Jednak, gdy zobaczyłam Hello Mana, to on skradł moje serce. Nie tylko zwraca uwagę, ale również może przyjąć każdą formę – może być postacią, zwierzęciem, rośliną czy kubełkiem popcornu. Połączenie idealne!

PB: Dokładnie tak, Hello Man to właściwie nieograniczone możliwości identyfikacji marki. Olu, na koniec zdradź mi jeszcze, za co najbardziej lubisz Poltent?

O: Takich powodów jest nawet kilka. Po pierwsze nietypowe produkty, które zawsze zaskakują i robią wrażenie. Zawsze wolne miejsce parkingowe, gdy przychodzisz wcześniej niż większość. Tylko sympatyczni i pełni energii pracownicy i oczywiście bażant Horacy, który codziennie rano stołuje się na łące za firmowym budynkiem.

PB: To chyba idealne podsumowanie naszej rozmowy. Dziękuję Ci za poświęcony czas i naładowanie pozytywną energią.

PS. Rozumiem, że Horacy to właśnie ten Twój poltentowy, pierzasty ulubieniec?

O: Dokładnie tak, we własnej osobie :) Dziękuję za rozmowę Panie Balonie.

PB: Ja również.